Wczoraj do pracy - ogień w dupie, tętno prawie cały czas powyżej 165. Z pracy - podobnie, po drodze podjazd killer - wskoczyło 180. Później szybko do domu na obiad.
Dziś do pracy lenistwo pełne, tętno w okolicach 100-110. W pracy trochę nieprzyjemności - dopadła jakaś niestrawność. Trochę głupio wychodziło się co 1-2h do klopa podczas telekonferencji z klyentem ;) W drodze z pracy próbowałem trochę przycisnąć, ale zaraz odezwały się łydki i pierwsze sygnały nadchodzących kurczy. Ewidentne odwodnienie i demineralizacja organizmu. Trzeba uzupełnić piwem :) Po drodze podjazd killer*2 - a co... Nogi bolały, łydki rwały, ale dałem radę.
Do domu przez sklep. Nabyłem średniego Brunoxa i 2 opony druciane Schwalbe Rocket Ron za 55 zł sztuka.
Opony już założone z przeznaczeniem na zajeżdżenie podczas treningów. Na Maxxis Oriflame jeździ się fajnie, ale jednak wolę poćwiczyć teraz w trochę trudniejszych warunkach i na większych prędkościach - trochę więcej przyczepności się przyda. Przy okazji sprawdzi się, czy opony faktycznie takie dobre jak piszą.
Po pracy źle mi się jeździło. Wciągnąłem obiad, tabletkę magnez+potas i trochę płynów i poszedłem pojeździć. Noga podawała aż miło. Pojechałem na pętlę mini-MTB do parku Tysiąclecia w Milowicach. Trasa mniej więcej taka: - singiel około 150-200 m (wąska ścieżka z dwoma "dziurami" po około 2m głębokości, między drzewami wzdłuż starego toru kolejowego) - ok 150 m po piaszczystej ścieżce - podjazd killer (tam zwykle wchodzi HrMax - dziś 184) (około 50-70 m o 20-25% nachylenia) - około 200m kawałek po szturze/betonowych płytach - około 100-150m do wyboru: -- albo w miarę prosta ścieżka z hopkami (nie trzeba skakać), na końcu 15m stromego zjazdu po kamieniach "kolejowych" wymieszanych z piachem -- albo kręty singiel (profilowane zakręty, hopki, dropy itp), na końcu 70cm drop z którego boję się skakać (pipa i tyle) w obawie o szprychy. -i od nowa ( w sumie jedzie się to 5-7 minut). Dziś zrobiłem tam 5 pętli - na podjeździe HR w okolicach 180, na reszcie trasy powyżej 150.
O 20:20 zrobiło się na tyle ciemno, że momentami nie widziałem gdzie dokładnie jadę. Później trochę kluczenia po parku, w którym jest Stadion Ludowy, następnie pętla wokół stawu Hubertus (2km) i zjazd do domu.
Średnia kadencja 74. Szybciej nie potrafię (w Murowanej było 77). Nie wiem czy ćwiczyć szybszą kadencję, czy skupić się już na treningu siłowo-wytrzymałościowym.
Wrażenia ogólne dobre - noga podawała, pojeździłbym jeszcze, gdyby nie zrobiło się ciemno (a małżonka czeka w domu).
Rocket Rony sprawują się poprawnie, cudów nie ma, ale tego oczekiwałem. Na jedynym zjeździe hamuje lepiej niż Oriflame ;) steruje się też dosyć dobrze. Jak to Schwalbe - już widać śladu zużycia.
Jutro odpoczynek, w niedzielę chyba też - ale postaram się wyrwać choć na godzinkę...
Trzymam kciuki za jadących jutro w Złotym Stoku - mi nie dane było jechać :(
Naftowa -> Hubertus -> Park Tysiąclecia w Milowicach (5 pętli z podjazdem killerem, singiel i ścieżka z hopkami) -> Hubertus -> Naftowa.
W parku jedną z pętli przejechałem dla odmiany inną trasą - przez "ścieżkę zjazdową". Szkoda, że mam hard-taila - ludzie odwalili kawał dobrej roboty. Ścieżki marzenie - w przyszłym tygodniu wezmę aparat i porobię trochę zdjęć.
Dzisiejszy trening upłynął pod znakiem wyciskania maksymalnego tętna. Powtórzenia bardzo intensywne (prawie HR max na końcu podjazdu), ale z dosyć długim czasem odpoczynku (starałem się trzymać nad tlenem). Na liczniku widziałem chwilami 182-183, ale nie zostało zarejestrowane. Chyba HRmax mi się przesunął w górę - przy 182 byłem w stanie jeszcze jakoś funkcjonować. Górka chyba za krótka i organizm jeszcze nie odmawiał. W sumie, to niedaleko mam do górki na Zagórzu (był tam stok narciarski). Podjazd jest konkretny i dosyć długi (chyba ze 100m). Ciekawe czy dam radę podjechać (i ile razy) :)
W przyszłym tygodniu święta - więc trening tylko we wtorek i może środę, a jak się uda i zdążę ze wszystkim, to może poniedziałek. Pogoda zapowiada się dobra i dzień coraz dłuższy - można kręcić pod wieczór.
Do pracy 6km w tempie średnio wysokim, ale bez szaleństw. Z pracy na początku leniwie, później na zapalenie płuc (około 10-15 minut). Tętno maksymalne/próg LT podniósł się ostatnio. Wcześniej przy 160-165 zaczynały palić uda i brakowało oddechy. Teraz zaczyna się to w okolicach 170. Jest dobrze. Trzeba kontynuować metodę, którą mi sprzedał Grzesiek - krótkie powtórzenia na maxHR (do odmowy) po 10-20 sekund, kilka razy.
Nie pamiętam nazwiska autora metody - jakiś Japończyk albo Chińczyk...
Z tego co widzę do Złotego Stoku też nie pojadę. Szkoda słów. Kur...
Strefy: 110 0:08 144 2:07 166 0:20 Trasa: Praca -> Lędziny Kościół -> Dom.
Do knajpy przy koniach dosyć szybko, ale bez przegięć (max HR 150). W knajpie spotkanie z Benem, chwila przerwy. W międzyczasie dojechał Grzegorz. Dowiedziałem się, że przed nami jadą Maciek z Lucyną. Od knajpy do hałdy - gonitwa, symulacja wyścigu. Tętno ciągle w okolicach 160-165. Na drodze ciasno, masa ludzi. Przed hałdą kryzys. Mięśnie dawały radę ale brakowało oddechu. Trzeba zrobić bazę... Dogonił mnie Grzegorz, od hałdy do przejazdu nad autostradą jechaliśmy razem. Tempo spokojne, kolega robił tlen i ćwiczenia "na jedną nogę", mi się trochę nudziło ;) Do Lędzin zajechałem już sam, goniłem w nadziei dogonienia Maćka i Lucyny. Tempo zabójcze, tętno ciągle w okolicach 160. Nie udało mi się spotkać znajomych :( Z powrotem, aż do knajpy jazda "na maxa" ile się dało wycisnąć. Przy hałdzie poniosła fantazja, przejechałem przez rów z błotem (około 50m) na pełnej prędkości. Błoto było wszędzie.
W knajpie chwila oddechu, wypiłem resztę Powerade, dalej do domu. W parku ludzi zatrzęsienie, młodzież z zerową wyobraźnią. Kilka razy w eter poleciały szczere, polskie pozdrowienia, ale udało się dojechać bez szwanku.
Sprzęt zachowuje się poprawnie, opony wymagają dompompowania przed startem. W piątek dzień przerwy. W czwartek trzeba zrobić serwis i smarowanie.
Hi zone: 0:18 164 avg HR Med zone: 1:13 147 avg HR Lo zone: 0:11 105 avg HR HRmax: 173 HRmin: 76
Sprzęt: Rower poskładany już na Murowaną, przyzwyczajam się. Recon, Maxxis Oriflame i się jedzie.
Przed obiadem powrót z pracy przez park Tysiąclecia, tam singiel, podjazd, trasa z hopkami, zjazd po kamieniach wymieszanych z piachem, trochę po ścieżkach rowerowych i zjazd na obiad.
Po obiedzie 3,5 kółka dookoła Hubertusa, droga szutrowo-trawiasto-polna. Kilka fajnych, ale krótkich zjazdów, między innymi w poprzek torów kolejowych oraz 15 metrowy zjazd o nachyleniu 40-45 stopni na końcu którego należy wejść w ciasny zakręt między dużymi kamieniami. Psychika wytrzymała, były komary w zębach ;) Gdy się ściemniło kilka kółek po asfalcie - wysoki tlen w okolicach 160HR.
Hi: 179 Lo: 57 Low zone: 108 avg 0:08 Med zone: 148 avg 1:07 Hi zone: 166 avg 0:26
Jazda "...o tu jest fajnie, to sobie podjadę, a tam jaki fajny zjazd..." czyli wolność. Nikt mnie nie gonił (poza zbliżającą się ciemnością), nikogo nie ścigałem.
Po drodze trafił się ulubiony podjazd - został 1 raz pokonany. Do tego kilka ciekawych singli, parę zjazdów zrobionych przez "skaczącą" młodzież i do tego jakieś 15 minut asfaltu.
"Znalazłem" minipodjazd o długości raptem 10-15m, ale o stosunkowo dużym nachyleniu, piaszczysty i z korzeniami w poprzek. Jakieś 5 metrów dalej zjazd po liściach i korzeniach. Zapętliłem się :) 20-25 kółek poszło "samo z siebie".
O a tu wielkimi lyterami:
Mam nowe siodełko. Nagroda za zeszłoroczne wyniki od SCS OSOZ TEAM ! Siodełko wybierane na oko spasowało. Po 1,5h męczenia dupska nic nie boli, nic nie ciśnie i ogólnie jest ok. Trochę cieńsze od starego, więc dupsko poszło w dół i od razu dały znać o sobie uda. Trzeba wysunąć trochę sztycę.
Dzisiejszy trening już "wyścigowo" na Maxxis Oriflame i Rock Shock Recon Solo Air. Oponki zacne, ładnie ciągną po piachu, na zjazdach dają "solidny łyk adrenaliny", ale nie jest źle. Opory toczenia minimalne, na zakrętach trzymają dobrze. Z racji mojej wagi nabite do 4 barów. Amortyzator wyrabia, po Dolsku będzie serwisowany. Na razie dostał solidną porcję Brunoxa.
Psychika w normie, ale od czasu do czasu pojawia się blokada na widok śliskich korzeni na wąskiej ścieżce z "przepaścią" obok. Jednak im ciemniej tym mniej problemów. Końcowe kilometry robiłem w pośpiechu i kilka miejsc pokonałem bezmyślnie jadąc tak, jakbym miał założone co najmniej NN. Kończyło się na ostrzegawczych "szurnięciach" tylnej opony, ale nie było problemów z trakcją. Trzeba częściej powtarzać sobie "dam radę, najwyżej trochę się poobijam".
Zgodnie z poleceniem Prezesa wziąłem się za trening "tlenowy" ;) Trasa: Dom -> Borki -> Monte Cassino -> Lotnisko -> Hałda -> Lotnisko -> Hałda -> Lotnisko -> Monte Cassino -> Borki -> Dom.
Jak widać hałda była 2 razy - w drodze powrotnej stwierdziłem, że jeszcze bym pojeździł, więc chwilę posiedziałem na ławce i powtórzyłem trasę Lotnisko <-> Hałda.
Sprzęt sprawuje się dobrze, opony daremne, zatykają się błotem.
Czas w strefach: HR 106 : 57 min HR 141 : 3 h 11 min HR 164 : 22 minuty
Jak widać był głównie tlen, ale nie obyło się bez elementów "co, ja nie dam rady" i momentami tętno skakało do 175. Momentów nazbierało się 20 minut ;)
Trasa standardowa, jedynie na ostatnim podjeździe przed hałdą ktoś sobie zrobił drogę dojazdową z żółtego tłucznia. Ani parzy, ani ziębi - w sumie nawet lepiej - nie ma tyle błota.
Sam dojazd do hałdy to dwa rowy z błotem. Nie kozaczyłem, momentami trzeba było dać z buta :( Na hałdę nie udało mi się wjechać - noga podawała, ale opony nie trzymały i skończyło się na jeździe w miejscu. Dałem sobie spokój i wróciłem na lotnisko.
W drodze powrotnej maszyniści zrobili chyba polowanie na kolarzy - w sumie stałem 3 razy czekając na wolny przejazd.
Sprzęt: Trzeba trochę podnieść umiejętności mechanika. Coś źle poustawiałem (ograniczenia) i udało mi się wkręcić łańcuch między szprychy i zębatki. Siedział twardo, poddał się po 2-3 minutach szarpania.
Czas wymienić Darta na Recona. Dart dogorywa, coś tam wybiera, ale po 4 godzinach jazdy dał w kość.
Po pierwszym dłuższym wyjeździe "około wyścigowym" nastrój taki sobie. Noga podawała, ale jakiekolwiek podejście pod 160-165 HR powodowało momentalny zapiek i konieczność rozjechania się. Nie wróży to dobrze na wyścig w Murowanej. Z pozytywów - nie było żadnego sygnału z dołu nt. kurczy. Widocznie siodełko dobrze ustawione - nie zmieniać, przykręcić mocniej!
Przesadziłem z ustawieniem klocków w butach - trochę za bardzo odciągają pięty od roweru - powoduje to nieznaczny ból kolan - trzeba skorygować.
Jeśli pogoda i praca pozwoli, to w przyszłym tygodniu jeszcze 1-2 mocniejsze treningi (HRmax do 180). W tygodniu przedstartowym - kilka przejazdów z HRmax w okolicach 120 i dużo nawadniania.
Najpierw w ramach rozgrzewki przejazd dookoła stawu Hubertus, kawałkami pełny freeride (trochę zabłądziłem ;) ), trafiły się też fragmenty typu piaskownica. Następnie przejazd na drugą stronę ulicy Sobieskiego na tereny dawnej kopalni Milowice (lasy, ścieżki z hopkami). Przy okazji (niejako z biegu) udało się podjechać pod górkę-killera (jakieś 100m długości, około 30% nachylenia, wąsko, ale prosto). Przełożenie 22 : 32, na dole tętno 150, na górze 181. W zeszłym roku nie udało mi się jej podjechać ani razu. Spodobało mi się, zrobiłem pętlę wokół lasku i podjechałem jeszcze raz :D Podejrzewam, że pomogli "widzowie" stojący na szczycie górki (obok leżały rowery). Nie ma to jak motywacja. Później już długi rozjazd, kilka krótkich (5-15m) bardzo technicznych zjazdów. W "międzyczasie" regulowałem ustawienia wysokości siodełka - starałem się podnosić wysokość aż do uzyskania "optimum maratonu płaskiego" i jednocześnie sprawdzałem jak się zjeżdża. Niestety optimum nie zostało osiągnięte (zostało około 5-10 mm), a o mały włos zaliczyłbym OTB (nurkowanie do przodu, ześlizg z korzenia, kółko spadło o 20-30 cm, amor wbił się na maksa i poczułem chwilę "nieważkości").
Zastanawiam się nad zakupem KindShocka (nomen omen - logo prawie takie, jak naszego sponsora :D) - tańsza wersja Joplina.
Zmieniłem opony z Maxxis Oriflame (ślizgały się na błocie) na CST "no name" z grubym bieżnikiem z przodu i Maxxis Minion z tyłu. Obydwie zjechane po 2-3 latach użytkowania, momentami pływały. W zeszłym sezonie spodobały mi się Specialized Storm - i takie mam zamiar nabyć w najbliższym czasie.
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.