Z pracy, przez park milowicki (kilka ciekawych błotnistych kawałków po burzy) i osiedle milowickie (krótki, z dużą ilością poprzecznych korzeni, stromy podjazd). Później szybki zjazd szutrem (wąsko, między drzewami, bardzo wymyta ścieżka) i dojazd do domu.
Dosyć szybki przejazd do Lędzin, dojechałem do końca Zamkowej i stwierdziłem, że dalej nie ma sensu.
Droga powrotna... Tuż po przejechaniu asfaltem nad autostradą stwierdziłem, że można by się zatrzymać. W momencie, gdy zacząłem hamować, poczułem, że przednia opona mięknie. Zdjąłem oponę, usunąłem przyczynę (mikroskopijny kawałek szkła), założyłem nową dętkę, pompuję i nic... pompuję i nic... Tuż przy wentylu mikroskopijna dziurka - musiała powstać podczas przechowywania dętki w szafce (maxxis ultralight luzem). Wyjąłem dętkę i stwierdziłem, że można jechać z samą oponą.
Z miłej przejażdżki po szutrze zrobił się epicki przejazd pt. "Jak długo utrzymam kierownicę". Po 2 km włożyłem obydwie dętki (z jednej wyciąłem wentyl). Komfort jazdy nieco wzrósł.
Kolejne 27 km przejechałem z kapciem na przednim kole. Opory znacząco wzrosły... Dało się jechać max 20-25 km/h. Na zjazdach momentami 30 km/h. Czułem się jak podczas pierwszego podjazdu w Szczawnicy.
Zamiast treningu po płaskim zrobił się symulowany "leśny podjazd" o długości 30 km.
Stosunkowo wolny przejazd z pracy na Hałdę Murckowską i z powrotem przez Dąbrówkę do Sosnowca.
Po drodze 1 Grześ, 1 guma i 1 gleba. Guma - wynik starych opon NN (odpadające klocki) Grześ - pojawił się znikąd podczas wymiany dętki i pomógł przy wymianie. Gleba - śmieszna wywrotka, na przejeździe kolejowym, spowodowana zmęczeniem.
Wilgotność i temperatura jak na mnie zdecydowanie za wysoka. Miałem problemy z utrzymaniem tempa, pod koniec przejazdu zaczęły się pierwsze sygnały kurczy i zaburzenia wizji (migotanie obrazu - jak w uszkodzonym telewizorze). W skrócie - odwodnienie i przegrzanie organizmu. Wypiłem 1,5l OSHEE (tj. Powerade, ale bardziej stężony).
Zamiast planowanego treningu po pracy było szybkie kręcenie trasą przez Dąbrówkę. 4 dychy po asfalcie - po przejeździe kolejowym w Borkach ;) NN po lekkim starciu robią za niezłe semislicki.
Specialized Storm (2bliss) czekają na Głuszycę. Jeśli będzie mokro, to zakładam, jeśli sucho, to na startych NN.
Tylny hamulec wymagał interwencji papierem ściernym. Jakiś łoś w serwisie nie słyszał o planowaniu... Efektem jest krzywo założony tylny hampel - ściąga tarczę "do koła" i powoduje straszne piszczenie na zjazdach. Spiłowałem dziś trochę, ale nic nie dało. Zastanawiam się w inwestycję w pływającą tarczę np. takich.
Szybki powrót z pracy przez Dąbrówkę. Koło Ikei fajny, ale krótki zjazd szutrem (tam 40 km ;) ), później już taki sobie przejazd chodnikami. Z treningu nici - pod koniec 7-go kilometra telefon od żony pt. "Gdzie jesteś, wracaj do domu" :(
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.