W skrócie. 1. Zapomniałem paska do pulsometru 2. Nie zmieniłem opon (debil!!!) 3. Przestraszyłem się deszczu i warunków
Tuż przed startem zmieniliśmy dystans Mega na Mini. To była dobra decyzja. Do mety udało się dotrzeć w całkiem niezłych warunkach, prawie na sucho. Trasa bardzo trudna, powiedziałbym, że najtrudniejsza jakie kiedykolwiek jechałem. Część zjazdów z buta. RocketRony to opony dobre na suche warunki. Na mokrym nie trzymały przyczepności. Gleby udało się uniknąć przez bardzo zachowawczą jazdę.
Czas 1:40 dał 50 miejsce na 93. Nie ma się z kim porównywać. Ze znajomych z Mega, co do których formy jestem pewien, Mini jechała Ewa Misiaczek. Udało się ją objechać - co na Mega jest dosyć trudne (nie zawsze mi się udaje).
Zniszczeń w sprzęcie chyba brak, samopoczucie fizyczne całkiem znośne. Pozostał żal po błędnych decyzjach (opony, zmiana dystansu).
Rano tak sobie, ubrałem się na krótko, ale trochę piździło (16-17 stC). W pracy telefon od żony, że sąsiad nas zalał. Powrót wcześniej - najkrótszą możliwą trasą, ale bez szaleństw.
Samopoczucie tragiczne - po tabletkach przeciwgrzybiczych. Takie uroki żony w ciąży. Infekcja jakiej bym nawet normalnie nie zauważył teraz wymaga leczenia. Na szczęście kuracja uderzeniowa - jutro powinno być już wszystko w normie.
To był mniej przyjemny fragment dnia.
Po opanowaniu sytuacji w domu pojechałem do sklepu w celu nabycia opony na błoto i torby "pod ramę". W trakcie zakupów zauważyłem, że mają Kind Shock'a. 659 zł. Biorę! Zamontowany, z manetką, działa!
Kupiłem również: Maxxis Wet Scream 2.2 - na tył, w razie gdyby w Krynicy było błotniście. Torbę pod ramę - trójkąt. Będzie na żelki, pompkę i inne pierdoły, które walały mi się po kieszeniach i przeszkadzały.
Kółeczka wymieniłem - faktycznie były założone na odwrót. Jutro wcześnie rano do pracy - po drodze będzie regulacja. Przy okazji wyczyściłem dokładnie łańcuch i skróciłem o jedno ogniwo.
Rower w stanie prawie idealnym, ale: - prawa klamka ugina trochę za blisko kierownicy - tak jakby było mniej oleju. - przednie koło ma luzy (łożyska do wymiany) - tylne koło delikatnie rozcentrowane - ale nie ruszam, żeby bardziej nie popsuć.
Po Krynicy szykuje się dłuższa sesja u mechanika...
Do Reala po zakupy (m.in. ciśnieniomierz, maść rozgrzewająca i tabletki magnez+potas). Z zakupami na plecach godzinka w miarę spokojnego kręcenia po okolicy. Dwa razy wokół Hubertusa, trochę po parku Tysiąclecia, ale ogólnie bez napinki. Kilka razy łatwy podjazd na stojąco.
Z opon zeszło trochę powietrze (nie pompowane od Zabierzowa) i jeździ się nawet lepiej. Testowo zjechałem ze schodów przed stadionem Ludowym, ale nie było sneaka - więc w sumie może być.
Przerzutki ciągle dają o sobie znać. Kółeczek jeszcze nie sprawdzałem, nie miałem kiedy (leń!). Muszę je zrobić do jutra, tak, żeby mieć czas na regulację.
Hubertus -> Park Tysiąclecia -> Hałdy kopalni Saturn -> więcej hałd -> jeszcze więcej hałd -> Park Tysiąclecia -> Hubertus (3 duże pętle).
Na początku bez przekonania (przejedzony po obiedzie), jednak noga zaczęła podawać. W tzw. międzyczasie wjechałem w gówno. Śmierdzące, wstrętne sraczkowate gówno. Prysnęło głównie na ramę, ale kilka kawałków poleciało na mnie i na bidon. O bidonie dowiedziałem się w momencie picia. Akurat najbardziej śmierdzący kawałek miałem pod nosem. Brrr... Szybkie czyszczenie, polewanie, wycieranie - byle pozbyć się smrodu i doprowadzić bidon do działania.
Podjechałem killera w Parku Tysiąclecia - ale otumaniony smrodem sraki stwierdziłem, że jadę się wyżyć na hałdy saturnowskie.
Na hałdach po kopalni Saturn chłopaki od off-roadu zrobili masę krótkich, lecz treściwych zjazdów (wydaje mi się, że prawie tak trudne jak w Krynicy) w stylu istebniańskim. Zjazdy kręte, błotniste (dziś akurat zaschnięte), strome i z głębokimi koleinami - niestety krótkie (30-70m). Zjechałem jednym, spodobało się, zjechałem drugim - o mało nie zaliczyłem OTB i dałem sobie spokój. Samotna jazda jest fajna, ale w razie czego nie ma kto pozbierać :(
Przerzutki z tyłu głupieją - chyba Prezes ma rację - możliwe, że założyłem na odwrót kółeczka. Idę "naprawiać".
Praca - Park Tysiąclecia w S-cu, okolice stawu Hubertus. Kilka pętli w różnych wariacjach. Po 25 km miałem już kończyć, ale okazało się, że żona "przecież mi mówiła, że idzie dziś do fryzjera", więc dojeździłem do 2 godzin.
Noga podaje aż miło, chce się jechać, moc jest. Trochę ciepło, ale trzeba się zaaklimatyzować. Najprościej zrzucić kilka(naście) kilo - i będzie łatwiej jeździć ;)
Jutro popijawa firmowa, więc z treningu nici, w sobotę pewnie też. W niedzielę jak się wszystko poukłada zgodnie z planem, to może z 1-2h uda się wyrwać.
Na przyszły tydzień planów szczegółowych brak. Na początku tygodnia jakiś jeden mocniejszy trening (co najmniej 160 avg HR przez godzinę) , później już luz (max 130 HR). W przyszłą sobotę (2011-05-28) Krynica. Greg mnie dziś pocieszył "Śledziowi nie udało się jeszcze tego wyścigu ukończyć".
Sądzę jednak, że będzie dobrze. "Geronimo!!!" i do przodu :)
Poprzedni wpis wziął i znikł. Pisałem długo i dokładnie, ale się nie zapisało.
W skrócie: 1. Było ciężko, mokro, zimno i ślisko. 2. Noga nie podawała. 3. Źle się czułem - nie do końca wyleczony po infekcji. Coś zostało i nie pozwalało jechać.
Tętno śmieszne. Średnio 142. Max 180. Sprzęt ok, poza przerzutkami. Pod koniec działały dosyć losowo. Czasem dawało się przerzucić, czasem nie. Na przyszłość - brać jakiś olej. Opony dawały radę. Na tylnej widać ślady zużycia. Kilka klocków naderwanych. Pora na nową. Przód w porządku. Nowe klocki były dobrą inwestycją - zostało tak z 50%. Amortyzator do serwisu - po Krynicy. Jakoś to będzie.
Wynik 391/468. Tak sobie, lepiej niż w zeszłym roku, gdy miałem problemy z opuszczeniem ostatniej dziesiątki. W ogóle to cały team jeździ coraz lepiej. O to chodzi ;)
385 142 M3 108 Tomasz Włodarski 1977 SCS OSOZ Racing Team 05:33:15 01:48:21(400) 02:48:07 386 12 M1 231 Mateusz Mardyła 1993 Kraków 05:33:19 01:44:17(372) 02:48:11 387 11 M6 1056 ANDRZEJ KARMOWSKI 1956 Poznań 05:33:31 01:44:46(378) 02:48:23 388 143 M3 109 Krzysztof Tomżyński 1976 SCS OSOZ Racing Team 05:33:49 01:45:37(382) 02:48:41 389 128 M2 318 Tomasz Juszczyk 1981 Kraków 05:35:01 01:49:39(409) 02:49:53 390 129 M2 374 Andrzej Aksak 1987 Rząska 05:35:49 01:45:18(379) 02:50:41 391 144 M3 115 Rafał Praniuk 1979 SCS OSOZ Racing Team 05:36:37 01:52:45(430) 02:51:29
---edit--- wyniki z 2011-05-19
384 142 M3 108 Tomasz Włodarski 1977 SCS OSOZ Racing Team 05:33:15 01:48:21(400) 02:48:07 385 12 M1 231 Mateusz Mardyła 1993 Kraków 05:33:19 01:44:17(372) 02:48:11 386 11 M6 1056 ANDRZEJ KARMOWSKI 1956 Poznań 05:33:31 01:44:46(378) 02:48:23 387 143 M3 109 Krzysztof Tomżyński 1976 SCS OSOZ Racing Team 05:33:49 01:45:37(382) 02:48:41 388 128 M2 318 Tomasz Juszczyk 1981 Kraków 05:35:01 01:49:39(409) 02:49:53 389 129 M2 374 Andrzej Aksak 1987 Rząska 05:35:49 01:45:18(379) 02:50:41 390 144 M3 115 Rafał Praniuk 1979 SCS OSOZ Racing Team 05:36:37 01:52:45(430) 02:51:29
Dzień komunikacji publicznej. Zmieniłem opony na Spec Storm. Zeszłoroczne dziury (1 z przodu, 2 z tyłu) zakleiłem starą dętką i klejem polimerowym - byle się trzymało ;)
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.