Praca, obiad, chwila odpoczynku i o 19:20 wyjście na rower. Lepiej późno niż wcale.
Na początku lekki dojazd do parku Tysiąclecia, na podjeździe-killerze "Tabata" - 3 razy podjazd i zjazd (tętno maksymalne nie chciało wskoczyć powyżej 170 - ciekawe czy efekt po chorobie). Następnie (150-160 HR) przejazd do stadionu Ludowego, tam obserwacja "jak to panowie Policjanci kibiców pilnują". Przejazd nad Hubertus. Trochę kręcenia po szutrach.
Po wczorajszym serwisie rower sprawuje się poprawnie.
Najpierw dojazd do Stadionu Ludowego, tam przerwa "serwisowa" - dokładne ustawianie przerzutek, smarowanie roweru (ze 30 minut). Reset licznika.
Przejazd do Parku Tysiąclecia, tam 3 razy z rzędu (wjazd, 2-3 minuty stabilizacji tętna, zjazd i od razu wjazd - czyli Tabata ;) ) podjazd-killer. Później jedna pętla w okolicach schroniska.
Przejazd na drugą stronę torów - 3 pętle wokół Hubertusa.
Czwarta pętla w ramach rozjazdu - już bez licznika.
Obniżyłem trochę siodełko - trochę ciężko mi się zjeżdża. Chyba jednak wrócę do poprzednich ustawień - uda trochę ciągną i rwą - po dłuższym wysiłku mogą być kurcze.
Prognozy nie są zachęcające. W piątek i sobotę ma padać - czyli trasa nie będzie pyliła ;). Jeśli faktycznie będzie mokro - to zmieniam w sobotę opony na Spec Storm.
Jutro chciałbym wcześniej jechać do pracy i po pracy skoczyć na Lędziny - pytanie czy się uda wyrwać...
W czwartek jakieś lekkie jeżdżenie - może z godzinkę w parku na 140-150 HR. W piątek luz - tylko dojazd do pracy - na 120-130 HR - a jak nie będzie pogody, to odpoczynek. W sobotę pełny luz - zero wysiłku, nawadnianie, zrównoważony posiłek, magnez+potas. W niedzielę ogień ;)
Z domu aż do hałdy po kopalni Saturn: http://maps.google.com/?ie=UTF8&hq;=&hnear=Naftowa+29,+Sosnowiec,+Śląskie,+Polska&ll=50.297941,19.05996&spn=0.004057,0.009645&t=h&z=17
Tam rozpoznanie terenu, wjazd do lasu i powrót do domu. Bez stresu i bez pośpiechu. Przejazd miał na celu sprawdzenie możliwości organizmu.
Rano czułem się fatalnie, ale po rozjechaniu i wysiłku czuję się o wiele lepiej. Jutro wcześniej do pracy, a po pracy 2-3h jazdy po hałdach (p.w.) i okolicach. Podjazdy są konkretne, ale krótkie. Akurat na małą symulację przed wyścigiem.
Do wyregulowania tylna przerzutka, w przedniej poluzowała się linka (sama?) - trzeba poprawić. Ogólnie cały napęd do przejrzenia i dokładnego przesmarowania.
RocketRon'y spisują się poprawnie - przypuszczalnie wezmę je do Zabierzowa (na suche). Na mokre standardowo Spec Storm - przyczepność i komfort jazdy w jednym - przód 1.8, tył 2.1.
No i dupa. Z nosa leci żółtozielone coś, głowa pęka, mięśnie bolą - grypa/katar/inne dziadostwo. Prezes namawiał mnie na Zdzieszowice - napaliłem się strasznie, ale wczoraj wieczorem czułem się fatalnie, a dziś jest apogeum. Podejrzewam, że gdybym pojechał, mogłoby się skończyć jakąś poważniejszą chorobą.
Siedzę na dupie, oglądam filmy Remika Cioka na Velonews.pl i "wirtualnie" ćwiczę technikę i umysł - "skoro on tak może, to ja też" :)
Z planów treningowych nici - jak się uda coś pokręcić w poniedziałek albo wtorek to będzie wielki sukces organizmu. Na razie skupiam się na dochodzeniu do zdrowia - szprycuję się rozmaitym świństwem przeciw-katarowym.
Łańcuch skrócony. Przy okazji wymieniłem kółeczka w przerzutce na nowe. Stare były już raz piłowane.
Udało się wyrwać "na godzinkę". Noga nie podawała. Źle się czuję (żona choruje, mi się chyba udziela). Trasa "milowicka" z małymi modyfikacjami (początek wokół Hubertusa). Podjazd 3 razy - objawy standardowe, więc tragedii nie ma.
W Zdzieszowicach powinny być w miarę krótkie i strome podjazdy. Do wyścigu 10 dni. Plan: Jutro dojazd do pracy - bez cudów - rano raczej tlen (regeneracja po dzisiejszym jeżdżeniu), po południu zobaczymy - też raczej spokojnie. W sobotę i później wielka niewiadoma - w zależności od pogody i samopoczucia. Symulacja wyścigu najpóźniej w poniedziałek (minimum 2h ostrej jazdy), późniejsze dni regeneracja.
Po wymianie haka przerzutki (kupiłem 2 ;) ) zmieniłem przy okazji łańcuch. Podczas skracania rozpieprzyłem skuwacz (firmowy prezent urodzinowy). Wózek okazał się skrzywiony - trochę powyginałem i jest ok. Żeby nie wkurwiać się (ciężko się operuje się kawałkiem skuwacza, kluczem francuskim i kombinerkami), łańcuch spiąłem bez skracania. W efekcie dało radę jechać potem tylko na blacie.
Trening ważniejszy. Udało się wyjść po 19. Z konieczności raczej płasko. Żeby wejść na tętno musiałem trochę mocniej się przyłożyć.
Rozpoczęło się sielankowo - udało mi się wyrwać na 1-2h jazdy. Zacząłem dosyć spokojnie. Na pierwszym stromym podjeździe zacząłem przerzucać na coraz niższe przełożenia i jeb! Urwałem przerzutkę. Hak złamany. Przerobiłem szybko na singlespeeda i powrót do domu. Jutro polowanie na nowy hak.
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.