Po parku. Mokro, ślisko, błotniście. Z tyłu opona prawie łysa, więc zabawy było masę. Całe 45 minut na 100%, potem rozjazd.
W BikeBoardzie wyczytałem, że w celu zrzucenia masy trzeba wchodzić na jak najwyższe HR - co też robiłem.
Odchudzanie przynosi już efekty. Po świętach mam już wagę "przedświąteczną" - czyli 105kg. Jeśli pójdzie tak dalej, to do lutego powinno być około 95-98kg.
Sprzęt dobrze, momentami średnio. Zabrudzone przerzutki dawały znać o sobie. W zasadzie cała trasa w siodle, z buta tylko jedno podejście (głębokie, śliskie błoto, kółko kręciło się w miejscu).
Zjeżdżanie po śniegu ze stromych górek to super zabawa - udało mi się dziś ukręcić 44 km/h ;)
Dane za zeszły tydzień, do wpisania później Dojazdy do pracy i z pracy, kilka akcentów terenowych, ale bez szaleństw. Ogólnie tydzień wypoczynkowy przed wyścigiem, sprawdzanie sprzętu, regeneracja po zeszłotygodniowych obciążeniach. 62 km 3:14 40 km/h 248 mnpm 113 avg 163 max 1300 kcal
Z domu, przez Park Tysiąclecia w S-cu Milowicach, hałdą po kop. Saturn, do Czeladzi, tam małe zagubienie (szukałem drogi na Dorotkę), z powrotem z małym kluczeniem w okolicach hałdy, dokręcanie w Parku Tysiąclecia po singlach.
Dobre przygotowanie żywieniowe to podstawa. W niedzielę impreza u znajomej "babci" - miodówka w ilościach "nie pij tyle". W poniedziałek wesele kuzynki żony - wódka i wino w ilościach "chyba już masz dosyć", do tego szaleństwa na parkiecie. Dziś poprawiny - tu już kulturka i tylko wino. Po powrocie do domu (po 17-tej) zmęczona żona poszła spać, a mnie się zachciało jeździć. Była moc. Po 25 minutach jazdy wylądowałem na końcu ulicy Legionów w Czeladzi. Chciałem pojechać na Dorotkę, ale rozsądek zwyciężył i szybko wróciłem na swoje śmieci. Po wczorajszej burzy niektóre zjazdy stały się całkiem "ciekawe".
Jeden zapadł mi w pamięć. Na końcu trasy z hopkami w Parku Tysiąclecia w S-cu Milowicach jest kawałeczek (10 metrów) średnio stromego (20-25%) zjazdu po piachu wymieszanym z kamieniami i gałęziami. Zjeżdża się to dosyć szybko(15-20km/h), na końcu jest stromy (ok 1m) podjazd na singiel (w poprzek starej trasy kolejowej). Dziś zjazd zmienił się z płaskiego w wymytą rynnę z kilkoma dropami po 20-30 cm. Na szczęście amor wszystko ładnie wybrał :)
Końcówka prawie po ciemku. Singiel po grobli w poprzek Hubertusa (gruby szuter, kawałkami na krawędzi) w zasadzie bez widoczności - coś tam się majaczyło, ale widziałem jedynie ogólny kierunek. Amor po raz kolejny ratował dupsko. Kilka mniej przyjemnych momentów, ale radocha z jazdy ogromna.
Po totalny zabłoceniu przerzutki trochę szwankują - krzyczą o czyszczenie.
W piątek po jeżdżeniu wymieniłem support. Stary RaceFace dożył swoich dni. Dosyć duże luzy zaczęły już przeszkadzać w jeździe i wpływać na pracę kolan.
W przyszłym tygodniu do kupienia nowe gumy na Kraków i następne wyścigi. Waham się pomiędzy NN2.1 i SpecStorm2.1. Pewnie skończy się na RocketRonach drucianych "na trochę" i większej inwestycji przed Międzygórzem.
Podobnie jak wczoraj, ale krócej - bo później - od 20:30 do 21:30. Trochę więcej błota wokół stawów i w parku. Końcówka (10km) na asfalcie koło stadionu.
Obiad, piwko i wyjazd po 19:30. Najpierw standardy - podjazd killer (po piwie źle z równowagą, zrzuca mnie z roweru, muszę podejść końcówkę) i szutry w parku Tysiąclecia w Sosnowcu Milowicach. Później wokół stawów (Hubertus - Sosnowiec Południowy - Katowice Szopienice). Tempo równe, tętno cały czas w okolicach 150-170. Na singlu wzdłuż torów rozsiedli się panowie z piwkiem i wędkami - nie chciałem im przeszkadzać, więc przeniosłem się pod Stadion Ludowy. Kilka kółek 2,5km - 1km ostra tempówka (tam HR max), króciutki zjazd 30% (10m)1km rozjazd, podjazd 3m 30% (skarpa), zjazd 30%, 3m jak najwolniej z kontrolą trakcji i ćwiczeniem równowagi, dalej 100-200m jedną nogą - na zmianę. Później długi (5km) rozjazd i do domu tapetować ubikację ;)
Rower sprawuje się świetnie. Dopompowany amortyzator jest jednak lepszy (mam 150 psi, miałem 70). Przerzutki po wymianie na SLX działają o wiele lepiej. Zrezygnowałem z torby pod ramą, została zastąpiona podsiodłową. Przednie koło i amor trzeba oddać do serwisu - wymiana łożysk i wymiana oleju.
Żona poleciała na fitness, to się udało urwać ;) Przeczekałem burzę, wyszedłem tuż po deszczu.
Póki jeszcze widno - po lasku - ubity szuter, trochę ubitej ziemi, kilka podjazdów "30%/70m". Później dookoła stawów. Pod koniec, w oczekiwaniu na telefon od małżonki, po asfalcie w okolicach stadionu Ludowego.
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.