Hi zone: 0:18 164 avg HR Med zone: 1:13 147 avg HR Lo zone: 0:11 105 avg HR HRmax: 173 HRmin: 76
Sprzęt: Rower poskładany już na Murowaną, przyzwyczajam się. Recon, Maxxis Oriflame i się jedzie.
Przed obiadem powrót z pracy przez park Tysiąclecia, tam singiel, podjazd, trasa z hopkami, zjazd po kamieniach wymieszanych z piachem, trochę po ścieżkach rowerowych i zjazd na obiad.
Po obiedzie 3,5 kółka dookoła Hubertusa, droga szutrowo-trawiasto-polna. Kilka fajnych, ale krótkich zjazdów, między innymi w poprzek torów kolejowych oraz 15 metrowy zjazd o nachyleniu 40-45 stopni na końcu którego należy wejść w ciasny zakręt między dużymi kamieniami. Psychika wytrzymała, były komary w zębach ;) Gdy się ściemniło kilka kółek po asfalcie - wysoki tlen w okolicach 160HR.
Hi: 179 Lo: 57 Low zone: 108 avg 0:08 Med zone: 148 avg 1:07 Hi zone: 166 avg 0:26
Jazda "...o tu jest fajnie, to sobie podjadę, a tam jaki fajny zjazd..." czyli wolność. Nikt mnie nie gonił (poza zbliżającą się ciemnością), nikogo nie ścigałem.
Po drodze trafił się ulubiony podjazd - został 1 raz pokonany. Do tego kilka ciekawych singli, parę zjazdów zrobionych przez "skaczącą" młodzież i do tego jakieś 15 minut asfaltu.
"Znalazłem" minipodjazd o długości raptem 10-15m, ale o stosunkowo dużym nachyleniu, piaszczysty i z korzeniami w poprzek. Jakieś 5 metrów dalej zjazd po liściach i korzeniach. Zapętliłem się :) 20-25 kółek poszło "samo z siebie".
O a tu wielkimi lyterami:
Mam nowe siodełko. Nagroda za zeszłoroczne wyniki od SCS OSOZ TEAM ! Siodełko wybierane na oko spasowało. Po 1,5h męczenia dupska nic nie boli, nic nie ciśnie i ogólnie jest ok. Trochę cieńsze od starego, więc dupsko poszło w dół i od razu dały znać o sobie uda. Trzeba wysunąć trochę sztycę.
Dzisiejszy trening już "wyścigowo" na Maxxis Oriflame i Rock Shock Recon Solo Air. Oponki zacne, ładnie ciągną po piachu, na zjazdach dają "solidny łyk adrenaliny", ale nie jest źle. Opory toczenia minimalne, na zakrętach trzymają dobrze. Z racji mojej wagi nabite do 4 barów. Amortyzator wyrabia, po Dolsku będzie serwisowany. Na razie dostał solidną porcję Brunoxa.
Psychika w normie, ale od czasu do czasu pojawia się blokada na widok śliskich korzeni na wąskiej ścieżce z "przepaścią" obok. Jednak im ciemniej tym mniej problemów. Końcowe kilometry robiłem w pośpiechu i kilka miejsc pokonałem bezmyślnie jadąc tak, jakbym miał założone co najmniej NN. Kończyło się na ostrzegawczych "szurnięciach" tylnej opony, ale nie było problemów z trakcją. Trzeba częściej powtarzać sobie "dam radę, najwyżej trochę się poobijam".
Zgodnie z poleceniem Prezesa wziąłem się za trening "tlenowy" ;) Trasa: Dom -> Borki -> Monte Cassino -> Lotnisko -> Hałda -> Lotnisko -> Hałda -> Lotnisko -> Monte Cassino -> Borki -> Dom.
Jak widać hałda była 2 razy - w drodze powrotnej stwierdziłem, że jeszcze bym pojeździł, więc chwilę posiedziałem na ławce i powtórzyłem trasę Lotnisko <-> Hałda.
Sprzęt sprawuje się dobrze, opony daremne, zatykają się błotem.
Czas w strefach: HR 106 : 57 min HR 141 : 3 h 11 min HR 164 : 22 minuty
Jak widać był głównie tlen, ale nie obyło się bez elementów "co, ja nie dam rady" i momentami tętno skakało do 175. Momentów nazbierało się 20 minut ;)
Trasa standardowa, jedynie na ostatnim podjeździe przed hałdą ktoś sobie zrobił drogę dojazdową z żółtego tłucznia. Ani parzy, ani ziębi - w sumie nawet lepiej - nie ma tyle błota.
Sam dojazd do hałdy to dwa rowy z błotem. Nie kozaczyłem, momentami trzeba było dać z buta :( Na hałdę nie udało mi się wjechać - noga podawała, ale opony nie trzymały i skończyło się na jeździe w miejscu. Dałem sobie spokój i wróciłem na lotnisko.
W drodze powrotnej maszyniści zrobili chyba polowanie na kolarzy - w sumie stałem 3 razy czekając na wolny przejazd.
Sprzęt: Trzeba trochę podnieść umiejętności mechanika. Coś źle poustawiałem (ograniczenia) i udało mi się wkręcić łańcuch między szprychy i zębatki. Siedział twardo, poddał się po 2-3 minutach szarpania.
Czas wymienić Darta na Recona. Dart dogorywa, coś tam wybiera, ale po 4 godzinach jazdy dał w kość.
Po pierwszym dłuższym wyjeździe "około wyścigowym" nastrój taki sobie. Noga podawała, ale jakiekolwiek podejście pod 160-165 HR powodowało momentalny zapiek i konieczność rozjechania się. Nie wróży to dobrze na wyścig w Murowanej. Z pozytywów - nie było żadnego sygnału z dołu nt. kurczy. Widocznie siodełko dobrze ustawione - nie zmieniać, przykręcić mocniej!
Przesadziłem z ustawieniem klocków w butach - trochę za bardzo odciągają pięty od roweru - powoduje to nieznaczny ból kolan - trzeba skorygować.
Jeśli pogoda i praca pozwoli, to w przyszłym tygodniu jeszcze 1-2 mocniejsze treningi (HRmax do 180). W tygodniu przedstartowym - kilka przejazdów z HRmax w okolicach 120 i dużo nawadniania.
Rano - byle się nie spocić - niski tlen po asfalcie - trasa przez Borki i Korczaka, tętno nie skoczyło powyżej 130. Po południu - wysoki tlen w okolicach 140-155, przejazd przez Monte Cassino, bardzo upierdliwe błoto na łące (oby tak nie było w Murowanej), Techników, Roździeńskiego, Borki, park, dom. W parku chwila zapomnienia spowodowana koniecznością wyładowania stresów z pracy i tętno poszybowało na chwilę powyżej 175 - nie wliczam w trening, sądzę, że nie miało wpływu...
Jakoś nie chce mi się montować licznika i dobrze mi z tym. Jeżdżę na tętno i "chce mi się to jeszcze pojeżdżę" (o ile żona nie czeka ;) ) - prędkościami i odległościami będę się przejmował później. Na razie staram się nie przeszarżować, pilnuję tętna, dobrze się odżywiam itd itp. 2011-04-10 wyjazd do Murowanej Gośliny, dystans mega. Plany jak na razie są proste. Dojechać, nie złapać gumy. Jeśli serducho pozwoli, a organizm będzie reagował na "sok z gumijagów" jak w zeszłym roku, to może uda się przepchnąć gdzieś w połowę stawki.
W zeszłym roku w Dolsku (mega) do połowy dystansu ciągnąłem w okolicach połowy stawki, na 30-35 km noga świetnie podawała, nawet udawało mi się wyprzedzać niektórych ludzi, ale nadszedł kryzys, jakiego nie miałem nigdy wcześniej. Kurcze!
Trzeba sobie wbić do tępego łba: 1. Magnez 2. Potas 3. Solidne nawodnienie przed i w trakcie 4. Ustawienia siodełka - jeśli którykolwiek punkt pominę - będzie źle...
Do pracy w tempie ślimaczym, tętno 120 - 130, przez ul. Korczaka. Z pracy przez Boh. Monte Cassino, mini zjazd, Techników, Roździeńskiego, Borki, odbicie na Park Tysiąclecia w Milowicach, przejazd 200m po starej trasie kolejowej (wytrząsło porządnie, ale ten element też trzeba ćwiczyć - sterowanie na luźnych kamieniach), później podjazd killer - dziś już bardziej łaskawy - na szczycie "tylko" 165 HR. Ulubiona ścieżka "przełajowa" tonie w błocie - zazwyczaj twarda i ubita ziemia, dziś była nasiąknięta i zasysała oponę do 4-6 cm wgłąb.
Opony: CST i Minion - czyli oponki do DH używane do treningu - takie sobie sterowanie, duże opory toczenia i całkiem niezła przyczepność "na wprost".
Chyba źle przykręciłem przednią przerzutkę - wydaje mi się, że "patrzy" nieco w lewo - trzeba skorygować.
Coraz bardziej wkurza mnie skrzypienie sztycy - trzeba posmarować i porządnie zacisnąć. Udało się dobrać w miarę dobrą wysokość i kąt nachylenia. Po godzinie jazdy plecy nie bolą, nogi nie dokuczają - czyli tak jak powinno być. Trzeba jeszcze z tymi ustawieniami pojeździć trochę "na zapiek" - wtedy okaże się, czy faktycznie jest dobrze.
Nie wiem, czy to możliwe, ale nie obserwuję już zeszłorocznej blokady psychicznej przed zjazdami. Mam nadzieję, że syndrom "przecież dam radę" nie minie i ciągle będę się cieszył swobodnym spadaniem po zboczu jak dziecko ;)
Najpierw w ramach rozgrzewki przejazd dookoła stawu Hubertus, kawałkami pełny freeride (trochę zabłądziłem ;) ), trafiły się też fragmenty typu piaskownica. Następnie przejazd na drugą stronę ulicy Sobieskiego na tereny dawnej kopalni Milowice (lasy, ścieżki z hopkami). Przy okazji (niejako z biegu) udało się podjechać pod górkę-killera (jakieś 100m długości, około 30% nachylenia, wąsko, ale prosto). Przełożenie 22 : 32, na dole tętno 150, na górze 181. W zeszłym roku nie udało mi się jej podjechać ani razu. Spodobało mi się, zrobiłem pętlę wokół lasku i podjechałem jeszcze raz :D Podejrzewam, że pomogli "widzowie" stojący na szczycie górki (obok leżały rowery). Nie ma to jak motywacja. Później już długi rozjazd, kilka krótkich (5-15m) bardzo technicznych zjazdów. W "międzyczasie" regulowałem ustawienia wysokości siodełka - starałem się podnosić wysokość aż do uzyskania "optimum maratonu płaskiego" i jednocześnie sprawdzałem jak się zjeżdża. Niestety optimum nie zostało osiągnięte (zostało około 5-10 mm), a o mały włos zaliczyłbym OTB (nurkowanie do przodu, ześlizg z korzenia, kółko spadło o 20-30 cm, amor wbił się na maksa i poczułem chwilę "nieważkości").
Zastanawiam się nad zakupem KindShocka (nomen omen - logo prawie takie, jak naszego sponsora :D) - tańsza wersja Joplina.
Zmieniłem opony z Maxxis Oriflame (ślizgały się na błocie) na CST "no name" z grubym bieżnikiem z przodu i Maxxis Minion z tyłu. Obydwie zjechane po 2-3 latach użytkowania, momentami pływały. W zeszłym sezonie spodobały mi się Specialized Storm - i takie mam zamiar nabyć w najbliższym czasie.
Krótki przejazd po trasie dom->park->las Milowicki->park->dom. Sprzęt po zimowym remoncie sprawuje się nawet dobrze.
Udało się własnymi siłami rozebrać na części pierwsze i złożyć rower do działania. :) Pojawiły się nowe części: -korba Deore 2010 FC M590 44-32-22 -kaseta SLX 9 rz. -łańcuch Ultegra XT 114 ogniw -kable przerzutki XTR szare.
Rama została odmalowana w miejscach odprysków. Cały "tył" pokrył się błyszczącym jednolitym czarnym sprayem.
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.