Do pracy i z pracy + małe odbicie
Poniedziałek, 14 marca 2011
· Komentarze(2)
Do pracy w tempie ślimaczym, tętno 120 - 130, przez ul. Korczaka.
Z pracy przez Boh. Monte Cassino, mini zjazd, Techników, Roździeńskiego, Borki, odbicie na Park Tysiąclecia w Milowicach, przejazd 200m po starej trasie kolejowej (wytrząsło porządnie, ale ten element też trzeba ćwiczyć - sterowanie na luźnych kamieniach), później podjazd killer - dziś już bardziej łaskawy - na szczycie "tylko" 165 HR.
Ulubiona ścieżka "przełajowa" tonie w błocie - zazwyczaj twarda i ubita ziemia, dziś była nasiąknięta i zasysała oponę do 4-6 cm wgłąb.
Opony: CST i Minion - czyli oponki do DH używane do treningu - takie sobie sterowanie, duże opory toczenia i całkiem niezła przyczepność "na wprost".
Chyba źle przykręciłem przednią przerzutkę - wydaje mi się, że "patrzy" nieco w lewo - trzeba skorygować.
Coraz bardziej wkurza mnie skrzypienie sztycy - trzeba posmarować i porządnie zacisnąć. Udało się dobrać w miarę dobrą wysokość i kąt nachylenia. Po godzinie jazdy plecy nie bolą, nogi nie dokuczają - czyli tak jak powinno być. Trzeba jeszcze z tymi ustawieniami pojeździć trochę "na zapiek" - wtedy okaże się, czy faktycznie jest dobrze.
Nie wiem, czy to możliwe, ale nie obserwuję już zeszłorocznej blokady psychicznej przed zjazdami.
Mam nadzieję, że syndrom "przecież dam radę" nie minie i ciągle będę się cieszył swobodnym spadaniem po zboczu jak dziecko ;)
Z pracy przez Boh. Monte Cassino, mini zjazd, Techników, Roździeńskiego, Borki, odbicie na Park Tysiąclecia w Milowicach, przejazd 200m po starej trasie kolejowej (wytrząsło porządnie, ale ten element też trzeba ćwiczyć - sterowanie na luźnych kamieniach), później podjazd killer - dziś już bardziej łaskawy - na szczycie "tylko" 165 HR.
Ulubiona ścieżka "przełajowa" tonie w błocie - zazwyczaj twarda i ubita ziemia, dziś była nasiąknięta i zasysała oponę do 4-6 cm wgłąb.
Opony: CST i Minion - czyli oponki do DH używane do treningu - takie sobie sterowanie, duże opory toczenia i całkiem niezła przyczepność "na wprost".
Chyba źle przykręciłem przednią przerzutkę - wydaje mi się, że "patrzy" nieco w lewo - trzeba skorygować.
Coraz bardziej wkurza mnie skrzypienie sztycy - trzeba posmarować i porządnie zacisnąć. Udało się dobrać w miarę dobrą wysokość i kąt nachylenia. Po godzinie jazdy plecy nie bolą, nogi nie dokuczają - czyli tak jak powinno być. Trzeba jeszcze z tymi ustawieniami pojeździć trochę "na zapiek" - wtedy okaże się, czy faktycznie jest dobrze.
Nie wiem, czy to możliwe, ale nie obserwuję już zeszłorocznej blokady psychicznej przed zjazdami.
Mam nadzieję, że syndrom "przecież dam radę" nie minie i ciągle będę się cieszył swobodnym spadaniem po zboczu jak dziecko ;)

