Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2011

Dystans całkowity:244.00 km (w terenie 236.00 km; 96.72%)
Czas w ruchu:12:04
Średnia prędkość:20.22 km/h
Maksymalna prędkość:70.00 km/h
Suma podjazdów:2310 m
Maks. tętno maksymalne:177 (95 %)
Maks. tętno średnie:150 (81 %)
Suma kalorii:11398 kcal
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:40.67 km i 2h 00m
Więcej statystyk

Kraków

Niedziela, 28 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Wyścig
Tegoroczny wyścig w Krakowie, pomimo problemów i nastawienia, mogę zaliczyć do udanych.
Rano, po przebudzeniu się, pierwszą myślą było "Nie chce mi się". Dojechaliśmy z żoną na 8 rano i poszliśmy trochę pozwiedzać. Na rynku kawa i rogal z czekoladą (chyba błąd, później trochę muliło).
Z Lucyną i Maćkiem wymyśliliśmy, żeby stanąć na początku sektora, tak, aby jak najszybciej dojechać do pierwszego podjazdu (w zeszłym roku straciłem tam co najmniej 10-15 minut na stanie w korkach).
Ludzi dużo. Tuż przed startem okazało się, że jesteśmy mniej więcej w połowie stawki.
Start bardzo ostry, nie tylko nam zależało na urwaniu się do przodu.
Dla mnie za ostry. Już przed zjazdem z trawy na Błoniach organizm krzyczał "Wolniej!" (palenie ud, zadyszka). Krzyk na ile się dało olałem, tam też HRmax. W zasadzie pierwsze 10-20 minut wyścigu to gonitwa w okolicach 170 HR (aż do podjazdu). Po drodze musiałem zwolnić - ktoś przewrócił się na asfalcie (chłopak i dziewczyna).
Podjazd z buta. I tak się trochę przykorkowało - na szczęście niezbyt mocno.
Zjazd szutrowy, bardzo szybko, kilka osób wyprzedziłem ("Prawa wolna!").
Dalej niewiele pamiętam, bufety olałem.
W pewnym momencie zobaczyłem CzarnąMambę, jak robi coś przy rowerze. Sądziłem, że problemy z łańcuchem, więc zatrzymałem się i próbowałem pomóc. Okazało się, że dętka, a Mamba świetnie sobie sama poradzi. Straciłem 20-30 miejsc, ale nie było żal.
Na drugim bufecie trochę zmyliłem trasę, pojechałem 20-30m w stronę trasy giga, na szczęście zaniepokoiła mnie czerwona strzałka...
Po drodze jakieś zejścia i podejścia (nie dało rady jechać) dosyć błotniste.
Wąwóz Kochanowski z buta, kusiło, żeby zjechać, ale rozsądek zwyciężył.
Przed końcowymi zjazdami dogonił mnie ktoś z giga. Podpiąłem się i dałem ogień na zjazdach. Piękny flow. Lubię tak jeździć. Do końca zjazdu udało się dotrzymywać koła, ale na równym już sił brakło.
Dowlokłem się do mety, karcher, makaron. Małżonka zabrała mnie jeszcze na pizzę i do domu ;)

Spokojny rozjazd przed wyścigiem

Sobota, 27 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Przejazd po sklepach, mycie roweru.

Dane za zeszły tydzień, do wpisania później
Dojazdy do pracy i z pracy, kilka akcentów terenowych, ale bez szaleństw.
Ogólnie tydzień wypoczynkowy przed wyścigiem, sprawdzanie sprzętu, regeneracja po zeszłotygodniowych obciążeniach.
62 km
3:14
40 km/h
248 mnpm
113 avg
163 max
1300 kcal

Lędziny

Niedziela, 21 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Dom, lotnisko, hałda (kilka podjazdów), do Lędzin, hałda (kilka podjazdów), do domu.

Wieczorna jazda

Czwartek, 18 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Z domu, przez Park Tysiąclecia w S-cu Milowicach, hałdą po kop. Saturn, do Czeladzi, tam małe zagubienie (szukałem drogi na Dorotkę), z powrotem z małym kluczeniem w okolicach hałdy, dokręcanie w Parku Tysiąclecia po singlach.

Wieczorna jazda

Wtorek, 16 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Dobre przygotowanie żywieniowe to podstawa.
W niedzielę impreza u znajomej "babci" - miodówka w ilościach "nie pij tyle".
W poniedziałek wesele kuzynki żony - wódka i wino w ilościach "chyba już masz dosyć", do tego szaleństwa na parkiecie.
Dziś poprawiny - tu już kulturka i tylko wino.
Po powrocie do domu (po 17-tej) zmęczona żona poszła spać, a mnie się zachciało jeździć.
Była moc.
Po 25 minutach jazdy wylądowałem na końcu ulicy Legionów w Czeladzi.
Chciałem pojechać na Dorotkę, ale rozsądek zwyciężył i szybko wróciłem na swoje śmieci.
Po wczorajszej burzy niektóre zjazdy stały się całkiem "ciekawe".

Jeden zapadł mi w pamięć. Na końcu trasy z hopkami w Parku Tysiąclecia w S-cu Milowicach jest kawałeczek (10 metrów) średnio stromego (20-25%) zjazdu po piachu wymieszanym z kamieniami i gałęziami. Zjeżdża się to dosyć szybko(15-20km/h), na końcu jest stromy (ok 1m) podjazd na singiel (w poprzek starej trasy kolejowej).
Dziś zjazd zmienił się z płaskiego w wymytą rynnę z kilkoma dropami po 20-30 cm.
Na szczęście amor wszystko ładnie wybrał :)

Końcówka prawie po ciemku. Singiel po grobli w poprzek Hubertusa (gruby szuter, kawałkami na krawędzi) w zasadzie bez widoczności - coś tam się majaczyło, ale widziałem jedynie ogólny kierunek. Amor po raz kolejny ratował dupsko. Kilka mniej przyjemnych momentów, ale radocha z jazdy ogromna.

Po totalny zabłoceniu przerzutki trochę szwankują - krzyczą o czyszczenie.

W piątek po jeżdżeniu wymieniłem support. Stary RaceFace dożył swoich dni. Dosyć duże luzy zaczęły już przeszkadzać w jeździe i wpływać na pracę kolan.

W przyszłym tygodniu do kupienia nowe gumy na Kraków i następne wyścigi. Waham się pomiędzy NN2.1 i SpecStorm2.1. Pewnie skończy się na RocketRonach drucianych "na trochę" i większej inwestycji przed Międzygórzem.

Wieczorna jazda

Piątek, 12 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Po obiedzie, po okolicznych zadupiach.