Wpisy archiwalne w kategorii

Trening

Dystans całkowity:1149.00 km (w terenie 813.00 km; 70.76%)
Czas w ruchu:56:27
Średnia prędkość:20.35 km/h
Maksymalna prędkość:49.00 km/h
Suma podjazdów:3953 m
Maks. tętno maksymalne:185 (100 %)
Maks. tętno średnie:160 (86 %)
Suma kalorii:47044 kcal
Liczba aktywności:36
Średnio na aktywność:31.92 km i 1h 34m
Więcej statystyk

Wieczorna jazda

Poniedziałek, 13 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Trochę jeżdżenia po okolicy. Pora późna (20-21), więc trochę bardziej płasko.
Ostatnio odczuwam niechęć do zjazdów.
To co normalnie bez nadmiernego hamowania dotychczas zjeżdżałem bez problemów, teraz zaczyna sprawiać problemy. Psychika zjazdowca coś nawala :)

Pogromca

Niedziela, 5 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
...ślimaków.
Tyle tego dziś rozjechałem, że nie można zliczyć.
Trasa nieco przedłużona - Hubertus, Milowice, hałdy po kopalni Saturn i inne zadupia.

Sprzęt ok.
Noga podawała tak sobie, ale dało radę.
Jak na mnie za ciepło - a wyszedłem jeździć już po deszczu, gdy było nieco chłodniej.

W Realu trafiłem na fajną rzecz - litrowe Oshee za 3.20. W porównaniu do Powerade 3.50zł/0.5 litra, to super okazja ;)

Wieczór

Czwartek, 2 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Godzinne pitu-pitu po obiedzie po znajomych okolicach.
Trochę odmiany - na zazwyczaj suchych ścieżkach pojawiło się błoto (czarnoziem, piach) i kałuże.
Noga nie podawała, nie potrafiłem się wbić powyżej 140-145HR. Próbowałem na stojąco - nogi odmawiały posłuszeństwa. Z niższą kadencją - odzywały się kolana. Ogólnie chujnia z grzybnią.
Na szczęście patent z podjazdem-killerem nie zawiódł - dobiłem do 179.
Akurat trafił się inny rowerzysta próbujący podjeżdżać - odpadł w połowie ;)
Zadowolony z siebie kręciłem dalej, ale na jakimś kamieniu rower podskoczył, a łańcuch spadł. Dobiegłem do szczytu - żeby tylko tętno nie spadło...

Krótki zjazd "kamienno-piaskowy" zmienił się trochę. Środkiem wymyło trochę, pojawiły się gałęzie i zrobił się znany "przerzutko-łamacz". Zrobiłem 2 czy 3 pętle, zjechałem "na downhilowo" bez zbędnego hamowania.

Po 50 minutach kierunek na dom...

Trening niedzielny

Niedziela, 22 maja 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Trening
Hubertus -> Park Tysiąclecia -> Hałdy kopalni Saturn -> więcej hałd -> jeszcze więcej hałd -> Park Tysiąclecia -> Hubertus (3 duże pętle).

Na początku bez przekonania (przejedzony po obiedzie), jednak noga zaczęła podawać.
W tzw. międzyczasie wjechałem w gówno. Śmierdzące, wstrętne sraczkowate gówno. Prysnęło głównie na ramę, ale kilka kawałków poleciało na mnie i na bidon. O bidonie dowiedziałem się w momencie picia. Akurat najbardziej śmierdzący kawałek miałem pod nosem. Brrr...
Szybkie czyszczenie, polewanie, wycieranie - byle pozbyć się smrodu i doprowadzić bidon do działania.

Podjechałem killera w Parku Tysiąclecia - ale otumaniony smrodem sraki stwierdziłem, że jadę się wyżyć na hałdy saturnowskie.

Na hałdach po kopalni Saturn chłopaki od off-roadu zrobili masę krótkich, lecz treściwych zjazdów (wydaje mi się, że prawie tak trudne jak w Krynicy) w stylu istebniańskim.
Zjazdy kręte, błotniste (dziś akurat zaschnięte), strome i z głębokimi koleinami - niestety krótkie (30-70m). Zjechałem jednym, spodobało się, zjechałem drugim - o mało nie zaliczyłem OTB i dałem sobie spokój.
Samotna jazda jest fajna, ale w razie czego nie ma kto pozbierać :(

Przerzutki z tyłu głupieją - chyba Prezes ma rację - możliwe, że założyłem na odwrót kółeczka. Idę "naprawiać".

Po pracy

Czwartek, 19 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening, Z pracy
Praca - Park Tysiąclecia w S-cu, okolice stawu Hubertus. Kilka pętli w różnych wariacjach. Po 25 km miałem już kończyć, ale okazało się, że żona "przecież mi mówiła, że idzie dziś do fryzjera", więc dojeździłem do 2 godzin.

Noga podaje aż miło, chce się jechać, moc jest.
Trochę ciepło, ale trzeba się zaaklimatyzować.
Najprościej zrzucić kilka(naście) kilo - i będzie łatwiej jeździć ;)

Jutro popijawa firmowa, więc z treningu nici, w sobotę pewnie też. W niedzielę jak się wszystko poukłada zgodnie z planem, to może z 1-2h uda się wyrwać.

Na przyszły tydzień planów szczegółowych brak. Na początku tygodnia jakiś jeden mocniejszy trening (co najmniej 160 avg HR przez godzinę) , później już luz (max 130 HR).
W przyszłą sobotę (2011-05-28) Krynica. Greg mnie dziś pocieszył "Śledziowi nie udało się jeszcze tego wyścigu ukończyć".

Sądzę jednak, że będzie dobrze. "Geronimo!!!" i do przodu :)

Takie sobie - trochę zabawy, trochę treningu.

Środa, 11 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Praca, obiad, chwila odpoczynku i o 19:20 wyjście na rower. Lepiej późno niż wcale.

Na początku lekki dojazd do parku Tysiąclecia, na podjeździe-killerze "Tabata" - 3 razy podjazd i zjazd (tętno maksymalne nie chciało wskoczyć powyżej 170 - ciekawe czy efekt po chorobie).
Następnie (150-160 HR) przejazd do stadionu Ludowego, tam obserwacja "jak to panowie Policjanci kibiców pilnują". Przejazd nad Hubertus. Trochę kręcenia po szutrach.

Po wczorajszym serwisie rower sprawuje się poprawnie.

Niby-trening

Wtorek, 10 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Najpierw dojazd do Stadionu Ludowego, tam przerwa "serwisowa" - dokładne ustawianie przerzutek, smarowanie roweru (ze 30 minut). Reset licznika.

Przejazd do Parku Tysiąclecia, tam 3 razy z rzędu (wjazd, 2-3 minuty stabilizacji tętna, zjazd i od razu wjazd - czyli Tabata ;) ) podjazd-killer. Później jedna pętla w okolicach schroniska.

Przejazd na drugą stronę torów - 3 pętle wokół Hubertusa.

Czwarta pętla w ramach rozjazdu - już bez licznika.

Obniżyłem trochę siodełko - trochę ciężko mi się zjeżdża. Chyba jednak wrócę do poprzednich ustawień - uda trochę ciągną i rwą - po dłuższym wysiłku mogą być kurcze.

Prognozy nie są zachęcające. W piątek i sobotę ma padać - czyli trasa nie będzie pyliła ;). Jeśli faktycznie będzie mokro - to zmieniam w sobotę opony na Spec Storm.

Jutro chciałbym wcześniej jechać do pracy i po pracy skoczyć na Lędziny - pytanie czy się uda wyrwać...

W czwartek jakieś lekkie jeżdżenie - może z godzinkę w parku na 140-150 HR.
W piątek luz - tylko dojazd do pracy - na 120-130 HR - a jak nie będzie pogody, to odpoczynek.
W sobotę pełny luz - zero wysiłku, nawadnianie, zrównoważony posiłek, magnez+potas.
W niedzielę ogień ;)

Kręcenie "lecznicze"

Poniedziałek, 9 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Z domu aż do hałdy po kopalni Saturn:
http://maps.google.com/?ie=UTF8&hq;=&hnear=Naftowa+29,+Sosnowiec,+Śląskie,+Polska&ll=50.297941,19.05996&spn=0.004057,0.009645&t=h&z=17


Tam rozpoznanie terenu, wjazd do lasu i powrót do domu.
Bez stresu i bez pośpiechu. Przejazd miał na celu sprawdzenie możliwości organizmu.

Rano czułem się fatalnie, ale po rozjechaniu i wysiłku czuję się o wiele lepiej.
Jutro wcześniej do pracy, a po pracy 2-3h jazdy po hałdach (p.w.) i okolicach. Podjazdy są konkretne, ale krótkie. Akurat na małą symulację przed wyścigiem.

Do wyregulowania tylna przerzutka, w przedniej poluzowała się linka (sama?) - trzeba poprawić.
Ogólnie cały napęd do przejrzenia i dokładnego przesmarowania.

RocketRon'y spisują się poprawnie - przypuszczalnie wezmę je do Zabierzowa (na suche). Na mokre standardowo Spec Storm - przyczepność i komfort jazdy w jednym - przód 1.8, tył 2.1.

Wieczorne napierdalanie

Czwartek, 5 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Łańcuch skrócony. Przy okazji wymieniłem kółeczka w przerzutce na nowe. Stare były już raz piłowane.

Udało się wyrwać "na godzinkę". Noga nie podawała. Źle się czuję (żona choruje, mi się chyba udziela). Trasa "milowicka" z małymi modyfikacjami (początek wokół Hubertusa). Podjazd 3 razy - objawy standardowe, więc tragedii nie ma.

W Zdzieszowicach powinny być w miarę krótkie i strome podjazdy.
Do wyścigu 10 dni.
Plan:
Jutro dojazd do pracy - bez cudów - rano raczej tlen (regeneracja po dzisiejszym jeżdżeniu), po południu zobaczymy - też raczej spokojnie.
W sobotę i później wielka niewiadoma - w zależności od pogody i samopoczucia.
Symulacja wyścigu najpóźniej w poniedziałek (minimum 2h ostrej jazdy), późniejsze dni regeneracja.

Blat day

Środa, 4 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Po wymianie haka przerzutki (kupiłem 2 ;) ) zmieniłem przy okazji łańcuch. Podczas skracania rozpieprzyłem skuwacz (firmowy prezent urodzinowy).
Wózek okazał się skrzywiony - trochę powyginałem i jest ok.
Żeby nie wkurwiać się (ciężko się operuje się kawałkiem skuwacza, kluczem francuskim i kombinerkami), łańcuch spiąłem bez skracania. W efekcie dało radę jechać potem tylko na blacie.

Trening ważniejszy. Udało się wyjść po 19.
Z konieczności raczej płasko. Żeby wejść na tętno musiałem trochę mocniej się przyłożyć.