Trening niedzielny
Niedziela, 3 kwietnia 2011
· Komentarze(0)
Kategoria Trening
Strefy:
110 0:08
144 2:07
166 0:20
Trasa:
Praca -> Lędziny Kościół -> Dom.
Do knajpy przy koniach dosyć szybko, ale bez przegięć (max HR 150).
W knajpie spotkanie z Benem, chwila przerwy. W międzyczasie dojechał Grzegorz.
Dowiedziałem się, że przed nami jadą Maciek z Lucyną.
Od knajpy do hałdy - gonitwa, symulacja wyścigu. Tętno ciągle w okolicach 160-165.
Na drodze ciasno, masa ludzi.
Przed hałdą kryzys. Mięśnie dawały radę ale brakowało oddechu. Trzeba zrobić bazę...
Dogonił mnie Grzegorz, od hałdy do przejazdu nad autostradą jechaliśmy razem. Tempo spokojne, kolega robił tlen i ćwiczenia "na jedną nogę", mi się trochę nudziło ;)
Do Lędzin zajechałem już sam, goniłem w nadziei dogonienia Maćka i Lucyny.
Tempo zabójcze, tętno ciągle w okolicach 160. Nie udało mi się spotkać znajomych :(
Z powrotem, aż do knajpy jazda "na maxa" ile się dało wycisnąć.
Przy hałdzie poniosła fantazja, przejechałem przez rów z błotem (około 50m) na pełnej prędkości. Błoto było wszędzie.
W knajpie chwila oddechu, wypiłem resztę Powerade, dalej do domu.
W parku ludzi zatrzęsienie, młodzież z zerową wyobraźnią. Kilka razy w eter poleciały szczere, polskie pozdrowienia, ale udało się dojechać bez szwanku.
Sprzęt zachowuje się poprawnie, opony wymagają dompompowania przed startem.
W piątek dzień przerwy. W czwartek trzeba zrobić serwis i smarowanie.
110 0:08
144 2:07
166 0:20
Trasa:
Praca -> Lędziny Kościół -> Dom.
Do knajpy przy koniach dosyć szybko, ale bez przegięć (max HR 150).
W knajpie spotkanie z Benem, chwila przerwy. W międzyczasie dojechał Grzegorz.
Dowiedziałem się, że przed nami jadą Maciek z Lucyną.
Od knajpy do hałdy - gonitwa, symulacja wyścigu. Tętno ciągle w okolicach 160-165.
Na drodze ciasno, masa ludzi.
Przed hałdą kryzys. Mięśnie dawały radę ale brakowało oddechu. Trzeba zrobić bazę...
Dogonił mnie Grzegorz, od hałdy do przejazdu nad autostradą jechaliśmy razem. Tempo spokojne, kolega robił tlen i ćwiczenia "na jedną nogę", mi się trochę nudziło ;)
Do Lędzin zajechałem już sam, goniłem w nadziei dogonienia Maćka i Lucyny.
Tempo zabójcze, tętno ciągle w okolicach 160. Nie udało mi się spotkać znajomych :(
Z powrotem, aż do knajpy jazda "na maxa" ile się dało wycisnąć.
Przy hałdzie poniosła fantazja, przejechałem przez rów z błotem (około 50m) na pełnej prędkości. Błoto było wszędzie.
W knajpie chwila oddechu, wypiłem resztę Powerade, dalej do domu.
W parku ludzi zatrzęsienie, młodzież z zerową wyobraźnią. Kilka razy w eter poleciały szczere, polskie pozdrowienia, ale udało się dojechać bez szwanku.
Sprzęt zachowuje się poprawnie, opony wymagają dompompowania przed startem.
W piątek dzień przerwy. W czwartek trzeba zrobić serwis i smarowanie.

