Wieczorna jazda

Czwartek, 18 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Z domu, przez Park Tysiąclecia w S-cu Milowicach, hałdą po kop. Saturn, do Czeladzi, tam małe zagubienie (szukałem drogi na Dorotkę), z powrotem z małym kluczeniem w okolicach hałdy, dokręcanie w Parku Tysiąclecia po singlach.

Wieczorna jazda

Wtorek, 16 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Dobre przygotowanie żywieniowe to podstawa.
W niedzielę impreza u znajomej "babci" - miodówka w ilościach "nie pij tyle".
W poniedziałek wesele kuzynki żony - wódka i wino w ilościach "chyba już masz dosyć", do tego szaleństwa na parkiecie.
Dziś poprawiny - tu już kulturka i tylko wino.
Po powrocie do domu (po 17-tej) zmęczona żona poszła spać, a mnie się zachciało jeździć.
Była moc.
Po 25 minutach jazdy wylądowałem na końcu ulicy Legionów w Czeladzi.
Chciałem pojechać na Dorotkę, ale rozsądek zwyciężył i szybko wróciłem na swoje śmieci.
Po wczorajszej burzy niektóre zjazdy stały się całkiem "ciekawe".

Jeden zapadł mi w pamięć. Na końcu trasy z hopkami w Parku Tysiąclecia w S-cu Milowicach jest kawałeczek (10 metrów) średnio stromego (20-25%) zjazdu po piachu wymieszanym z kamieniami i gałęziami. Zjeżdża się to dosyć szybko(15-20km/h), na końcu jest stromy (ok 1m) podjazd na singiel (w poprzek starej trasy kolejowej).
Dziś zjazd zmienił się z płaskiego w wymytą rynnę z kilkoma dropami po 20-30 cm.
Na szczęście amor wszystko ładnie wybrał :)

Końcówka prawie po ciemku. Singiel po grobli w poprzek Hubertusa (gruby szuter, kawałkami na krawędzi) w zasadzie bez widoczności - coś tam się majaczyło, ale widziałem jedynie ogólny kierunek. Amor po raz kolejny ratował dupsko. Kilka mniej przyjemnych momentów, ale radocha z jazdy ogromna.

Po totalny zabłoceniu przerzutki trochę szwankują - krzyczą o czyszczenie.

W piątek po jeżdżeniu wymieniłem support. Stary RaceFace dożył swoich dni. Dosyć duże luzy zaczęły już przeszkadzać w jeździe i wpływać na pracę kolan.

W przyszłym tygodniu do kupienia nowe gumy na Kraków i następne wyścigi. Waham się pomiędzy NN2.1 i SpecStorm2.1. Pewnie skończy się na RocketRonach drucianych "na trochę" i większej inwestycji przed Międzygórzem.

Wieczorna jazda

Piątek, 12 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Po obiedzie, po okolicznych zadupiach.

2011 Głuszyca

Niedziela, 31 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Wyścig
Wyścig ciężki, dodatkowo pokonywany podczas choroby i na solidnym kacu.
Początek wyścigu to bardzo spokojna jazda w tlenie i olewanie innych, wyprzedzających. Jazda pierwsza od wtorku, nie wiedziałem jak organizm zachowa się podczas wysiłku w czasie choroby (katar, syf spływający z zatok, 37stC).
Alkohol przepalił się po około 30-40 minutach.
Niestety pojawiła się też poalkoholowa deprecha - czyli "ten zjazd wolę zejść" oraz "może jednak się wycofać". Na szczęście przeszło pod koniec małej pętli.

Dużą pętlę przejeżdżałem jadąc już trochę szybciej - ale bez szaleństw. Tętno z poprzedniego 130-140 wzrosło na 140-160. Gdzieś tam na podjeździe (próbowałem pod nadajnik) musiałem mocniej przycisnąć, bo max wyszedł w okolicach 180.
W oddali mignęły mi żółte koszulki OSOZ - to Maciek i Lucyna.
Dogoniłem ich na przejeździe po drewnianym mostku.
Chyba im podniosłem adrenalinę bo zaczęli uciekać ;)

Przez bufet przeleciałem bez zatrzymywania - Pszczółki zostały z tyłu.
Lucyna jednak przycisnęła i po 10-20 minutach zostałem wyprzedzony.
Dogoniłem ich znów na zjeździe "singlem" (na końcu agrafka i wykop).
Jeden z moich ulubionych zjazdów - w zeszłym roku przestraszyłem tam Grześka, który później mówił "Słyszę z tyłu straszny hałas, myślałem, że to ktoś z giga mnie goni, a to Rafał". W tym roku podobnie - ale tym razem padło na Maćka.
Trochę go pogoniłem tłumacząc, że za wolno jedzie na zjeździe, przez co ten staje się trudniejszy.

Niestety zaczął się podjazd. Małżonkowie dosyć szybko zniknęli z pola widzenia. Ja powoli piąłem się w górę. Wyprzedził mnie Krzysiek i Artur. Dawali dobre tempo - szkoda, że jechali osobno. Może wspierając się razem byliby w stanie więcej osiągnąć?

Na Wielką Sowę jakoś się dostałem, trochę jadąc, trochę idąc. Podjazd nie dla mnie. Strasznie nierówny, wybijający z rytmu.

Na początku zjazdu z Wielkiej Sowy wyprzedził mnie Śledź. Pojechał korzeniami i to był jego błąd. Pociągnąłem po kamieniach i udało mi się go wyprzedzić na dole. To jeden z niewielu sukcesów podczas tego wyścigu...

Zjazd z Małej Sowy tradycyjnie zszedłem. Próbowałem trochę jechać, ale jak dla mnie zbyt trudny zjazd. Szkoda zdrowia.

Od tego momentu zaczęła się walka o waty/kalorie. Skończyły się żele i batony, magnez wciągnąłem wcześniej, został gutar i tableta.
Kofeiny nie chciałem brać ze względu na chorobę i podwyższone ciśnienie.

Tak jak podczas całego wyścigu nie zatrzymywałem się na bufetach - tak ostatni przywitałem jak zbawienie. Picie skończyło mi się jakieś 5-10 km wcześniej i zaczęło suszyć...
Później statecznie do mety.
Ostatni zjazd pokonałem bezpieczną metodą "na hulajnogę" - okazało się później, że innych ten zjazd pokonał.
Dojechałem spokojnie do mety.

Na samej mecie spotkałem Krzysia i Marcina.
Okazało się, że na wspomnianym zjeździe Marcin zaliczył glebę i złamał nos.
Z tego co mówił Krzyś, to Marcin stracił naprawdę dużo krwi (tak na oko powyżej pół litra).
Zapakowaliśmy Marcina do samochodu GOPR i zjechaliśmy do stadionu.
Zabrakło regenera - nie przygotowałem sobie, to nie miałem.

Na stadionie makaron - żadne cuda, ale pulsometr pokazał ponad 6000 kcal - należało uzupełnić.

Wieczorna jazda

Wtorek, 19 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Podobnie jak wczoraj, ale krócej - bo później - od 20:30 do 21:30.
Trochę więcej błota wokół stawów i w parku. Końcówka (10km) na asfalcie koło stadionu.

Wieczorna jazda

Poniedziałek, 18 lipca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Obiad, piwko i wyjazd po 19:30.
Najpierw standardy - podjazd killer (po piwie źle z równowagą, zrzuca mnie z roweru, muszę podejść końcówkę) i szutry w parku Tysiąclecia w Sosnowcu Milowicach.
Później wokół stawów (Hubertus - Sosnowiec Południowy - Katowice Szopienice).
Tempo równe, tętno cały czas w okolicach 150-170.
Na singlu wzdłuż torów rozsiedli się panowie z piwkiem i wędkami - nie chciałem im przeszkadzać, więc przeniosłem się pod Stadion Ludowy.
Kilka kółek 2,5km - 1km ostra tempówka (tam HR max), króciutki zjazd 30% (10m)1km rozjazd, podjazd 3m 30% (skarpa), zjazd 30%, 3m jak najwolniej z kontrolą trakcji i ćwiczeniem równowagi, dalej 100-200m jedną nogą - na zmianę.
Później długi (5km) rozjazd i do domu tapetować ubikację ;)

Rower sprawuje się świetnie. Dopompowany amortyzator jest jednak lepszy (mam 150 psi, miałem 70).
Przerzutki po wymianie na SLX działają o wiele lepiej.
Zrezygnowałem z torby pod ramą, została zastąpiona podsiodłową.
Przednie koło i amor trzeba oddać do serwisu - wymiana łożysk i wymiana oleju.

Wieczór

Środa, 29 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Żona poleciała na fitness, to się udało urwać ;)
Przeczekałem burzę, wyszedłem tuż po deszczu.

Póki jeszcze widno - po lasku - ubity szuter, trochę ubitej ziemi, kilka podjazdów "30%/70m".
Później dookoła stawów.
Pod koniec, w oczekiwaniu na telefon od małżonki, po asfalcie w okolicach stadionu Ludowego.

Praca

Wtorek, 28 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy, Z pracy
Wczoraj i dziś.

Praca - za 3 dni

Środa, 22 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Do pracy zazwyczaj powoli,
z pracy różnie - zależnie od potrzeb. Czasem z dodatkowymi kilometrami "po parku".

Polanica Zdrój - Grabek

Sobota, 18 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Wyścig
Niby 1100 m przewyższenia, a jechało się jak Murowaną Goślinę.
Szerokie szutry, bardzo dużo blatu i średniej tarczy, cały czas ogień.
Trasa nudna, praktycznie cały czas w lesie.
Ostatni odcinek, szumnie nazwany "pętlą XC z mistrzostw Polski" przejechałem prawie go nie zauważając ;)
Bufety również niezauważone - zanim skończyło się picie wjechałem na metę.

Po maratonie czuję się nieswojo.
Z jednej strony trochę głupio - ani jednej gleby, czysty rower, zero problemów na trasie (gumy itp).
Z drugie strony zmęczony - mięśnie bolą bardziej niż po niejednym maratonie u Golonki.