Trochę jeżdżenia po okolicy. Pora późna (20-21), więc trochę bardziej płasko. Ostatnio odczuwam niechęć do zjazdów. To co normalnie bez nadmiernego hamowania dotychczas zjeżdżałem bez problemów, teraz zaczyna sprawiać problemy. Psychika zjazdowca coś nawala :)
Godzinne pitu-pitu po obiedzie po znajomych okolicach. Trochę odmiany - na zazwyczaj suchych ścieżkach pojawiło się błoto (czarnoziem, piach) i kałuże. Noga nie podawała, nie potrafiłem się wbić powyżej 140-145HR. Próbowałem na stojąco - nogi odmawiały posłuszeństwa. Z niższą kadencją - odzywały się kolana. Ogólnie chujnia z grzybnią. Na szczęście patent z podjazdem-killerem nie zawiódł - dobiłem do 179. Akurat trafił się inny rowerzysta próbujący podjeżdżać - odpadł w połowie ;) Zadowolony z siebie kręciłem dalej, ale na jakimś kamieniu rower podskoczył, a łańcuch spadł. Dobiegłem do szczytu - żeby tylko tętno nie spadło...
Krótki zjazd "kamienno-piaskowy" zmienił się trochę. Środkiem wymyło trochę, pojawiły się gałęzie i zrobił się znany "przerzutko-łamacz". Zrobiłem 2 czy 3 pętle, zjechałem "na downhilowo" bez zbędnego hamowania.
Do pracy dosyć szybko, ale w tlenie. Z pracy pełny ogień. Przeleciałem trasą "przez groblę". Błoto było wszędzie. Na szczęście tym razem tylko błoto ;)
Po obiedzie chwila odpoczynku i znów na rower. Udało się pojeździć tylko 50 minut. Trasa zwykła: Hubertus, podjazd po szutrze, kostka brukowa, przez tory tramwajowe do Stadionu Ludowego. Później park Tysiąclecia w Milowicach, trochę pokluczyłem, ale zaczęło się błyskać. Wróciłem pod stadion, zrobiłem kilka kółek i natura wezwała do domu.
Sprzęt sprawuje się poprawnie.
Lewe kolano boli. Niestety boli mniej lub bardziej od dłuższego czasu :( Trzeba zwiększyć kadencję, zmniejszyć obciążenie i sprawdzić klocki.
W skrócie. 1. Zapomniałem paska do pulsometru 2. Nie zmieniłem opon (debil!!!) 3. Przestraszyłem się deszczu i warunków
Tuż przed startem zmieniliśmy dystans Mega na Mini. To była dobra decyzja. Do mety udało się dotrzeć w całkiem niezłych warunkach, prawie na sucho. Trasa bardzo trudna, powiedziałbym, że najtrudniejsza jakie kiedykolwiek jechałem. Część zjazdów z buta. RocketRony to opony dobre na suche warunki. Na mokrym nie trzymały przyczepności. Gleby udało się uniknąć przez bardzo zachowawczą jazdę.
Czas 1:40 dał 50 miejsce na 93. Nie ma się z kim porównywać. Ze znajomych z Mega, co do których formy jestem pewien, Mini jechała Ewa Misiaczek. Udało się ją objechać - co na Mega jest dosyć trudne (nie zawsze mi się udaje).
Zniszczeń w sprzęcie chyba brak, samopoczucie fizyczne całkiem znośne. Pozostał żal po błędnych decyzjach (opony, zmiana dystansu).
Rano tak sobie, ubrałem się na krótko, ale trochę piździło (16-17 stC). W pracy telefon od żony, że sąsiad nas zalał. Powrót wcześniej - najkrótszą możliwą trasą, ale bez szaleństw.
Samopoczucie tragiczne - po tabletkach przeciwgrzybiczych. Takie uroki żony w ciąży. Infekcja jakiej bym nawet normalnie nie zauważył teraz wymaga leczenia. Na szczęście kuracja uderzeniowa - jutro powinno być już wszystko w normie.
To był mniej przyjemny fragment dnia.
Po opanowaniu sytuacji w domu pojechałem do sklepu w celu nabycia opony na błoto i torby "pod ramę". W trakcie zakupów zauważyłem, że mają Kind Shock'a. 659 zł. Biorę! Zamontowany, z manetką, działa!
Kupiłem również: Maxxis Wet Scream 2.2 - na tył, w razie gdyby w Krynicy było błotniście. Torbę pod ramę - trójkąt. Będzie na żelki, pompkę i inne pierdoły, które walały mi się po kieszeniach i przeszkadzały.
Kółeczka wymieniłem - faktycznie były założone na odwrót. Jutro wcześnie rano do pracy - po drodze będzie regulacja. Przy okazji wyczyściłem dokładnie łańcuch i skróciłem o jedno ogniwo.
Rower w stanie prawie idealnym, ale: - prawa klamka ugina trochę za blisko kierownicy - tak jakby było mniej oleju. - przednie koło ma luzy (łożyska do wymiany) - tylne koło delikatnie rozcentrowane - ale nie ruszam, żeby bardziej nie popsuć.
Po Krynicy szykuje się dłuższa sesja u mechanika...
Do Reala po zakupy (m.in. ciśnieniomierz, maść rozgrzewająca i tabletki magnez+potas). Z zakupami na plecach godzinka w miarę spokojnego kręcenia po okolicy. Dwa razy wokół Hubertusa, trochę po parku Tysiąclecia, ale ogólnie bez napinki. Kilka razy łatwy podjazd na stojąco.
Z opon zeszło trochę powietrze (nie pompowane od Zabierzowa) i jeździ się nawet lepiej. Testowo zjechałem ze schodów przed stadionem Ludowym, ale nie było sneaka - więc w sumie może być.
Przerzutki ciągle dają o sobie znać. Kółeczek jeszcze nie sprawdzałem, nie miałem kiedy (leń!). Muszę je zrobić do jutra, tak, żeby mieć czas na regulację.
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.