Leń

Wtorek, 5 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Dziś odpoczynek.
Jutro 1h tlenu, w czwartek 1h tlenu i długi rozjazd, w piątek odpoczynek.

Praca

Poniedziałek, 4 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy, Z pracy
Powoli. Rozjazd po wczorajszym wysiłku.

Trening niedzielny

Niedziela, 3 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Strefy:
110 0:08
144 2:07
166 0:20
Trasa:
Praca -> Lędziny Kościół -> Dom.

Do knajpy przy koniach dosyć szybko, ale bez przegięć (max HR 150).
W knajpie spotkanie z Benem, chwila przerwy. W międzyczasie dojechał Grzegorz.
Dowiedziałem się, że przed nami jadą Maciek z Lucyną.
Od knajpy do hałdy - gonitwa, symulacja wyścigu. Tętno ciągle w okolicach 160-165.
Na drodze ciasno, masa ludzi.
Przed hałdą kryzys. Mięśnie dawały radę ale brakowało oddechu. Trzeba zrobić bazę...
Dogonił mnie Grzegorz, od hałdy do przejazdu nad autostradą jechaliśmy razem. Tempo spokojne, kolega robił tlen i ćwiczenia "na jedną nogę", mi się trochę nudziło ;)
Do Lędzin zajechałem już sam, goniłem w nadziei dogonienia Maćka i Lucyny.
Tempo zabójcze, tętno ciągle w okolicach 160. Nie udało mi się spotkać znajomych :(
Z powrotem, aż do knajpy jazda "na maxa" ile się dało wycisnąć.
Przy hałdzie poniosła fantazja, przejechałem przez rów z błotem (około 50m) na pełnej prędkości. Błoto było wszędzie.

W knajpie chwila oddechu, wypiłem resztę Powerade, dalej do domu.
W parku ludzi zatrzęsienie, młodzież z zerową wyobraźnią. Kilka razy w eter poleciały szczere, polskie pozdrowienia, ale udało się dojechać bez szwanku.

Sprzęt zachowuje się poprawnie, opony wymagają dompompowania przed startem.
W piątek dzień przerwy. W czwartek trzeba zrobić serwis i smarowanie.

Praca - w sobotę ?!

Sobota, 2 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Z okazji szkolenia dodatkowy dojazd. Bez przegięć.
Jutro po szkoleniu - około 15:00-15:30 wyjazd w stronę hałdy Murckowskiej.
Planuję tempo średnie, bez wyczynu - raczej tlen.

Siodełko nie okazało się takie zabójczo dobre. Ciśnie w dupsko. Nie potrafię dobrać kąta pochylenia.

Wieczorne napierdalanie

Środa, 30 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening, Z pracy
Hi zone: 0:18 164 avg HR
Med zone: 1:13 147 avg HR
Lo zone: 0:11 105 avg HR
HRmax: 173
HRmin: 76

Sprzęt: Rower poskładany już na Murowaną, przyzwyczajam się. Recon, Maxxis Oriflame i się jedzie.

Przed obiadem powrót z pracy przez park Tysiąclecia, tam singiel, podjazd, trasa z hopkami, zjazd po kamieniach wymieszanych z piachem, trochę po ścieżkach rowerowych i zjazd na obiad.

Po obiedzie 3,5 kółka dookoła Hubertusa, droga szutrowo-trawiasto-polna. Kilka fajnych, ale krótkich zjazdów, między innymi w poprzek torów kolejowych oraz 15 metrowy zjazd o nachyleniu 40-45 stopni na końcu którego należy wejść w ciasny zakręt między dużymi kamieniami. Psychika wytrzymała, były komary w zębach ;)
Gdy się ściemniło kilka kółek po asfalcie - wysoki tlen w okolicach 160HR.

Skleroza

Wtorek, 29 marca 2011 · Komentarze(0)
Do pracy powoli - tętno około 120-130
Z pracy...
Zostawiłem pulsometr na biurku.

Po drodze singiel, podjazd, lasek i do domu.

Wieczorne napierdalanie

Poniedziałek, 28 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Hi: 179
Lo: 57
Low zone: 108 avg 0:08
Med zone: 148 avg 1:07
Hi zone: 166 avg 0:26

Jazda "...o tu jest fajnie, to sobie podjadę, a tam jaki fajny zjazd..." czyli wolność. Nikt mnie nie gonił (poza zbliżającą się ciemnością), nikogo nie ścigałem.

Po drodze trafił się ulubiony podjazd - został 1 raz pokonany.
Do tego kilka ciekawych singli, parę zjazdów zrobionych przez "skaczącą" młodzież i do tego jakieś 15 minut asfaltu.

"Znalazłem" minipodjazd o długości raptem 10-15m, ale o stosunkowo dużym nachyleniu, piaszczysty i z korzeniami w poprzek. Jakieś 5 metrów dalej zjazd po liściach i korzeniach. Zapętliłem się :) 20-25 kółek poszło "samo z siebie".


O a tu wielkimi lyterami:

Mam nowe siodełko. Nagroda za zeszłoroczne wyniki od SCS OSOZ TEAM ! Siodełko wybierane na oko spasowało. Po 1,5h męczenia dupska nic nie boli, nic nie ciśnie i ogólnie jest ok. Trochę cieńsze od starego, więc dupsko poszło w dół i od razu dały znać o sobie uda. Trzeba wysunąć trochę sztycę.

Dzisiejszy trening już "wyścigowo" na Maxxis Oriflame i Rock Shock Recon Solo Air. Oponki zacne, ładnie ciągną po piachu, na zjazdach dają "solidny łyk adrenaliny", ale nie jest źle. Opory toczenia minimalne, na zakrętach trzymają dobrze. Z racji mojej wagi nabite do 4 barów.
Amortyzator wyrabia, po Dolsku będzie serwisowany. Na razie dostał solidną porcję Brunoxa.

Psychika w normie, ale od czasu do czasu pojawia się blokada na widok śliskich korzeni na wąskiej ścieżce z "przepaścią" obok. Jednak im ciemniej tym mniej problemów. Końcowe kilometry robiłem w pośpiechu i kilka miejsc pokonałem bezmyślnie jadąc tak, jakbym miał założone co najmniej NN. Kończyło się na ostrzegawczych "szurnięciach" tylnej opony, ale nie było problemów z trakcją.
Trzeba częściej powtarzać sobie "dam radę, najwyżej trochę się poobijam".

Trening urlopowy

Czwartek, 24 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Trening
Zgodnie z poleceniem Prezesa wziąłem się za trening "tlenowy" ;)
Trasa: Dom -> Borki -> Monte Cassino -> Lotnisko -> Hałda -> Lotnisko -> Hałda -> Lotnisko -> Monte Cassino -> Borki -> Dom.

Jak widać hałda była 2 razy - w drodze powrotnej stwierdziłem, że jeszcze bym pojeździł, więc chwilę posiedziałem na ławce i powtórzyłem trasę Lotnisko <-> Hałda.

Sprzęt sprawuje się dobrze, opony daremne, zatykają się błotem.


Czas w strefach:
HR 106 : 57 min
HR 141 : 3 h 11 min
HR 164 : 22 minuty

Nawadnianie, jedzenie:
2l powerade
4 liony + 2 crunchy

Awarie: brak!

Jak widać był głównie tlen, ale nie obyło się bez elementów "co, ja nie dam rady" i momentami tętno skakało do 175. Momentów nazbierało się 20 minut ;)

Trasa standardowa, jedynie na ostatnim podjeździe przed hałdą ktoś sobie zrobił drogę dojazdową z żółtego tłucznia. Ani parzy, ani ziębi - w sumie nawet lepiej - nie ma tyle błota.

Sam dojazd do hałdy to dwa rowy z błotem. Nie kozaczyłem, momentami trzeba było dać z buta :(
Na hałdę nie udało mi się wjechać - noga podawała, ale opony nie trzymały i skończyło się na jeździe w miejscu. Dałem sobie spokój i wróciłem na lotnisko.

W drodze powrotnej maszyniści zrobili chyba polowanie na kolarzy - w sumie stałem 3 razy czekając na wolny przejazd.

Sprzęt:
Trzeba trochę podnieść umiejętności mechanika. Coś źle poustawiałem (ograniczenia) i udało mi się wkręcić łańcuch między szprychy i zębatki. Siedział twardo, poddał się po 2-3 minutach szarpania.

Czas wymienić Darta na Recona. Dart dogorywa, coś tam wybiera, ale po 4 godzinach jazdy dał w kość.

Po pierwszym dłuższym wyjeździe "około wyścigowym" nastrój taki sobie.
Noga podawała, ale jakiekolwiek podejście pod 160-165 HR powodowało momentalny zapiek i konieczność rozjechania się. Nie wróży to dobrze na wyścig w Murowanej.
Z pozytywów - nie było żadnego sygnału z dołu nt. kurczy. Widocznie siodełko dobrze ustawione - nie zmieniać, przykręcić mocniej!

Przesadziłem z ustawieniem klocków w butach - trochę za bardzo odciągają pięty od roweru - powoduje to nieznaczny ból kolan - trzeba skorygować.

Jeśli pogoda i praca pozwoli, to w przyszłym tygodniu jeszcze 1-2 mocniejsze treningi (HRmax do 180). W tygodniu przedstartowym - kilka przejazdów z HRmax w okolicach 120 i dużo nawadniania.

Praca

Wtorek, 22 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy, Z pracy
Rano - byle się nie spocić - niski tlen po asfalcie - trasa przez Borki i Korczaka, tętno nie skoczyło powyżej 130.
Po południu - wysoki tlen w okolicach 140-155, przejazd przez Monte Cassino, bardzo upierdliwe błoto na łące (oby tak nie było w Murowanej), Techników, Roździeńskiego, Borki, park, dom.
W parku chwila zapomnienia spowodowana koniecznością wyładowania stresów z pracy i tętno poszybowało na chwilę powyżej 175 - nie wliczam w trening, sądzę, że nie miało wpływu...

Jakoś nie chce mi się montować licznika i dobrze mi z tym. Jeżdżę na tętno i "chce mi się to jeszcze pojeżdżę" (o ile żona nie czeka ;) ) - prędkościami i odległościami będę się przejmował później. Na razie staram się nie przeszarżować, pilnuję tętna, dobrze się odżywiam itd itp. 2011-04-10 wyjazd do Murowanej Gośliny, dystans mega. Plany jak na razie są proste. Dojechać, nie złapać gumy. Jeśli serducho pozwoli, a organizm będzie reagował na "sok z gumijagów" jak w zeszłym roku, to może uda się przepchnąć gdzieś w połowę stawki.

W zeszłym roku w Dolsku (mega) do połowy dystansu ciągnąłem w okolicach połowy stawki, na 30-35 km noga świetnie podawała, nawet udawało mi się wyprzedzać niektórych ludzi, ale nadszedł kryzys, jakiego nie miałem nigdy wcześniej. Kurcze!

Trzeba sobie wbić do tępego łba: 1. Magnez 2. Potas 3. Solidne nawodnienie przed i w trakcie 4. Ustawienia siodełka - jeśli którykolwiek punkt pominę - będzie źle...

Standard

Środa, 16 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy
Powoli i ociężale - byle się zbyt mocno nie spocić.