Do pracy 6km w tempie średnio wysokim, ale bez szaleństw. Z pracy na początku leniwie, później na zapalenie płuc (około 10-15 minut). Tętno maksymalne/próg LT podniósł się ostatnio. Wcześniej przy 160-165 zaczynały palić uda i brakowało oddechy. Teraz zaczyna się to w okolicach 170. Jest dobrze. Trzeba kontynuować metodę, którą mi sprzedał Grzesiek - krótkie powtórzenia na maxHR (do odmowy) po 10-20 sekund, kilka razy.
Nie pamiętam nazwiska autora metody - jakiś Japończyk albo Chińczyk...
Z tego co widzę do Złotego Stoku też nie pojadę. Szkoda słów. Kur...
Rano - byle się nie spocić - niski tlen po asfalcie - trasa przez Borki i Korczaka, tętno nie skoczyło powyżej 130. Po południu - wysoki tlen w okolicach 140-155, przejazd przez Monte Cassino, bardzo upierdliwe błoto na łące (oby tak nie było w Murowanej), Techników, Roździeńskiego, Borki, park, dom. W parku chwila zapomnienia spowodowana koniecznością wyładowania stresów z pracy i tętno poszybowało na chwilę powyżej 175 - nie wliczam w trening, sądzę, że nie miało wpływu...
Jakoś nie chce mi się montować licznika i dobrze mi z tym. Jeżdżę na tętno i "chce mi się to jeszcze pojeżdżę" (o ile żona nie czeka ;) ) - prędkościami i odległościami będę się przejmował później. Na razie staram się nie przeszarżować, pilnuję tętna, dobrze się odżywiam itd itp. 2011-04-10 wyjazd do Murowanej Gośliny, dystans mega. Plany jak na razie są proste. Dojechać, nie złapać gumy. Jeśli serducho pozwoli, a organizm będzie reagował na "sok z gumijagów" jak w zeszłym roku, to może uda się przepchnąć gdzieś w połowę stawki.
W zeszłym roku w Dolsku (mega) do połowy dystansu ciągnąłem w okolicach połowy stawki, na 30-35 km noga świetnie podawała, nawet udawało mi się wyprzedzać niektórych ludzi, ale nadszedł kryzys, jakiego nie miałem nigdy wcześniej. Kurcze!
Trzeba sobie wbić do tępego łba: 1. Magnez 2. Potas 3. Solidne nawodnienie przed i w trakcie 4. Ustawienia siodełka - jeśli którykolwiek punkt pominę - będzie źle...
Do pracy w tempie ślimaczym, tętno 120 - 130, przez ul. Korczaka. Z pracy przez Boh. Monte Cassino, mini zjazd, Techników, Roździeńskiego, Borki, odbicie na Park Tysiąclecia w Milowicach, przejazd 200m po starej trasie kolejowej (wytrząsło porządnie, ale ten element też trzeba ćwiczyć - sterowanie na luźnych kamieniach), później podjazd killer - dziś już bardziej łaskawy - na szczycie "tylko" 165 HR. Ulubiona ścieżka "przełajowa" tonie w błocie - zazwyczaj twarda i ubita ziemia, dziś była nasiąknięta i zasysała oponę do 4-6 cm wgłąb.
Opony: CST i Minion - czyli oponki do DH używane do treningu - takie sobie sterowanie, duże opory toczenia i całkiem niezła przyczepność "na wprost".
Chyba źle przykręciłem przednią przerzutkę - wydaje mi się, że "patrzy" nieco w lewo - trzeba skorygować.
Coraz bardziej wkurza mnie skrzypienie sztycy - trzeba posmarować i porządnie zacisnąć. Udało się dobrać w miarę dobrą wysokość i kąt nachylenia. Po godzinie jazdy plecy nie bolą, nogi nie dokuczają - czyli tak jak powinno być. Trzeba jeszcze z tymi ustawieniami pojeździć trochę "na zapiek" - wtedy okaże się, czy faktycznie jest dobrze.
Nie wiem, czy to możliwe, ale nie obserwuję już zeszłorocznej blokady psychicznej przed zjazdami. Mam nadzieję, że syndrom "przecież dam radę" nie minie i ciągle będę się cieszył swobodnym spadaniem po zboczu jak dziecko ;)
Waga 110 kg mówi sama za siebie.
Forma słaba, w porywach kiepska, sytuację ratują codzienne dojazdy do pracy. Niedostatki formy próbuję nadrabiać lepszym przygotowaniem technicznym do trudnych zjazdów.
Jeżdżę w barwach SCS OSOZ Racing Team.